czwartek, 2 grudnia 2010

Laurka czy prezent

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, ale wcześniej, dosłownie za kilka dni odwiedzi nas święty Mikołaj.
Firmy prześcigają się ze swoimi propozycjami, już od kilku tygodni duże sklepy mamią nas świątecznymi reklamami zachęcającymi do wydawania pieniędzy.
Co kupić na prezent, by sprawić obustronną przyjemność, sobie i obdarowanemu?
W jaki sposób komunikować się ze sobą w sprawie dawania i otrzymywania prezentów, by nie trzeba było okazywać fałszywego zachwytu z nieudanego prezentu.
Uważam, że najprzyjemniejszy jest prezent, który jest niespodzianką precyzyjnie trafioną w gust i upodobanie osoby bliskiej. Nie powinno się podpytywać i podpowiadać otwarcie, jeśli chodzi o rodzaj prezentu.
Priorytety są różne, jedni preferują kosztowne wartościowe drobiazgi inni symboliczne laurki z naciskiem na szczere, serdeczne życzenia. W różnych grupach społecznych panują różne obyczaje, jeśli chodzi o wybór, cenę i formę prezentu, a przede wszystkim status liczony grubością portfela. Ważne, by uniknąć popełnienia gafy, dając w prezencie coś, co mogłoby sprawić przykrość, nie zauważając potrzeb i upodobań osoby bliskiej. Nie warto podchodzić racjonalnie wybierając na prezent np. mikser zamiast wyczekiwanego pierścionka.
Prezenty powinny być przemyślane dużo wcześniej, nie warto czekać z kupnem na ostatnią chwilę.
Przy wyborze prezentu powinna się liczyć pomysłowość. Niektórzy preferują koperty, to wygony i praktyczny prezent, lepszy niż kiczowaty gadżet wprawiający w zakłopotanie i na pewno ulubiony przez młodych. Młodzi mają zupełnie inne upodobania, często trudne do zrozumienia i zaakceptowania przez dorosłych.
Jak się zachować kiedy otwieramy prezent, a tam bezużyteczny kicz wprawiający nas w zakłopotanie? Uśmiechać się, okazywać zachwyt czy wyrazić swoje niezadowolenie? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
Chyba jednak lepiej zrobić dobrą minę, bo przecież w każdym prezencie ukryte są intencje. Nietrafiony prezent powinien nas skłonić do refleksji, że coś nie gra z naszą komunikacją.
Moim dzieciom zawsze wpajałam, że nie ważny prezent, ważne są intencje i pamięć. Z tego względu nie jestem zwolennikiem hucznych imieninowych biesiad. Integrują co prawda znajomych, ale są kłopotem finansowym. Nie jestem też zwolenniczką kupowania bogatych wiązanek kwiatowych, a tym bardziej kwiatów doniczkowych. To zbędne nabijanie kabzy właścicielom kwiaciarni. Takie myślenie pozostało mi jeszcze z czasów PRLu, kiedy to w latach 70. właściciele hektarów pod szkłem zbijali fortuny za goździki, gerbery. Nie sądzę, by ktoś szczerze cieszył się z otrzymanego naręcza bukietów kwiatowych. Moja wychowawczyni z podstawówki skwitowała kiedyś po otrzymaniu naręczy kwiatów, że ‘nie ma krowy’. Zwyczajowo każde dziecko przychodziło do szkoły z bukietem kwiatów na Dzień Nauczyciel, Dzień Kobiet czy imieniny swojej pani.
Lubię dostawać i często dyskretnie sugeruję moim bliskim, że ucieszyłby mnie ładny album na zdjęcia. To nie wygórowana i nie krępująca sugestia. Ładny album to wydatek zaledwie 25-30 złotych.
Najpopularniejszym prezentem preferowanym w moim domu jest wspólne wyjście do restauracji na uroczystą kolację okolicznościową.
Jednak najmilszym prezentem od moich synów były laurki własnoręcznie namalowane. Przechowuję je skrzętnie w moich dokumentach rodzinnych.

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...