środa, 2 maja 2012

Leżajsk walczy o rekord Guinnessa 3 Maja 2012. Muzeum Ziemi Leżajskiej

Przez pewien czas Guinness kojarzył mi się głównie z piwem. Irlandzkim, ciemnym, o wyrafinowanym smaku słodko-gorzkim. I to nie dlatego kojarzył mi się z piwem, że jestem jego smakoszem, ani też nie dlatego, że  mieszkam w Leżajsku o wielowiekowych tradycjach browarnianych. 
Guinnessa przywożono  do Polski z Anglii, kupowano go za ciężko zarobione pieniądze. Mówię o czasach, kiedy nie byliśmy jeszcze w Unii, a zakupy w krajach zachodnich były nie na naszą kieszeń. Częstowano znajomych guinnessem, niczym wykwintnym rarytasem. Niektórzy to jeszcze upominali się o puszki, na pamiątkę, do kolekcji.
Dzisiaj mamy okazję zmierzyć się z Guinnessem w innej kategorii. Andrzej Chmura - dyrektor Muzeum Ziemi Leżajskiej zaproponował bicie rekordu Guinnessa w kategorii: najdłuższy mazurek flagowy w kolorze narodowych biało-czerwonych barw, dodatkowo udekorowany elementami herbowymi. Zamarzył mu się największy  w całej Europie mazurek upieczony w Dniu Flagi Rzeczpospolitej Polski. Jak święto flagi i mazurek to i Hymn. Tak bardzo patriotycznie. Jak zamarzył, tak postanowił wykonać. Marzenia warto spełniać, byle je tylko mieć. 
Podobnie było z Księgą Rekordów. Wymyślił ją dyrektor irlandzkiego browaru Guinness. Postanowił dokumentować wszystko co naj ...,  wpisywano więc najszybsze, największe, najgrubsze, a nawet najniedorzeczniejsze pomysły, byle by się tylko zapisać do Księgi Rekordów Guinnessa.
Trzeba przyznać, że czasami patrzyłam na rekordzistów,  jak na wariatów, z politowaniem. Wymyślanie tak przeróżnych i tak niedorzecznych rekordów, dla zdobycia popularności, często narażając własne życie tylko po to, by usłyszał o nich świat, wydaje się bezsensowne.
Natomiast dzisiejsze bicie rekordu ma zupełnie inny wymiar i  wiele pozytywnych aspektów. Patriotyczny, rozrywkowy, duchowo-materialny, kulturalny, historyczny, edukacyjny etc, etc
Mam nadzieję, że Dzień Flagi Polskiej świętować będziemy w Leżajsku radośnie i słodko. Ze śpiewem na ustach, w takt patriotycznych pieśni, przy akompaniamencie Zdzicha Zawilskiego zakosztujemy mazurka czekoladowo-kajmakowego, pięknie udekorowanego w kolorze barw narodowych. 
Przygotowania już trwają, pogoda od kilku dni wymarzona. Oby się tylko nie popsuła. 
2 maja, o godz. 17  uczcimy rekordem Guinnessa Święto 'Dzień Flagi Polskiej'.

FOTORELACJA Z BICIA REKORDU GUINNESSA

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
  


  

 
 
 
 
 


FILMY VIDEO

A na zakończenie puszczanie białych i czerwonych balonów w powietrze


 
 
 
 
 

piątek, 10 lutego 2012

Mój Polski Fiat 126p

Dosłownie na kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia odebraliśmy w Rzeszowie nasz nowy samochód, marzenie niejednego Polaka w 1983 roku. Nasz Polski Fiat 126p w wersji ekonomicznej 650E był wyjątkowy,  kupiony w Pewexie za dolary,  z pakietem licznych udoskonaleń silnika. Głowica z nową komorą spalania, nowy wałek rozrządu, nowy aparat zapłonowy. Full wypas. Był młodszy od naszego syna zaledwie o rok. 
Nie zdążyliśmy się jeszcze nim nacieszyć, nie zdążyliśmy go nawet jeszcze opić, gdy dosłownie na drugi dzień od zakupu Fiata przydarzyła mi się moja pierwsza katastrofa samochodowa. 
Wracałam z dzieckiem do domu od rodziców, aż tu nagle przednia szyba samochodu zrobiła się mlecznobiała, jakby pokryta gazą czy gęstą pajęczyną, przesłaniając mi pole widzenia. To kamień spod mijającej ciężarówki uderzył w szybę i rozbił ją w 'drobny mak'. 
Rozpacz w domu była okropna, święta Bożego Narodzenia tuż tuż, a my nie zdążyliśmy się nacieszyć naszym nowym nabytkiem. Nie było możliwości szybkiego usunięcia usterki. Wizyta w PZU, gorączka przedświątecznych zakupów. Z powodu braku garażu, trzeba było nakryć samochód plandeką i święta spędzić w wielkim smutku i rozpaczy. 
Kilka lat później, naszym Maluchem wybraliśmy się na wczasy. Pokonaliśmy 700 km nad morze, nasze polskie, pojechaliśmy do Władysławowa. Co prawda znacznie bliżej moglibyśmy wypoczywać na Węgrzech, bo do Hajduszoboszlo mamy zaledwie 400 km, ale wybraliśmy Bałtyk ze względów zdrowotnych, wiadomo jod, bryza morska, ryby, Półwysep Helski, Trójmiasto etc.  Wczasy z dziećmi były wyjątkowo udane.  To była najdłuższa wyprawa w życiu naszego Malucha.
Zimą samochodem jeździliśmy na narty, latem nad wodę, jesienią na grzyby do lasu. Wybieraliśmy się na wycieczki w Bieszczady, na Roztocze, jeździliśmy w Pieniny. 
Zdarzało się, że maluch zastępował prawdziwego konia, organizowaliśmy kuligi,  za pomocą długiej liny zaczepionej do samochodu ciągnięte były sanki przez leśne ośnieżone dróżki w okolicach naszych leżajskich ogródków działkowych. Dzieci na sankach miały wielką frajdę. Oczywiście jechało się powolutku, daleko od szosy, zachowując środki ostrożności, bez narażenia dzieci na jakiś przykry wypadek. Jazda na sankach była bezpieczna. 
Dobra passa się skończyła wraz z wypadkiem, jaki przydarzył się mojemu nieletniemu wówczas synowi.  Zdarzało się, że podkradał ojcu kluczyki i jeździł po mieście maluchem nie mając prawa jazdy oczywiście.  Pewnego razu wjechał w jednokierunkową wysypaną żwirem uliczkę, pod prąd, musiał nieźle grzać, bo nie wyrobił na zakręcie, dachował i przy okazji skosił komuś kawał płotu. Co się działo potem i jaka awantura była w domu to lepiej przemilczę. 
Puentą tego wydarzenia niech będzie refleksja dla wszystkich rodziców. Mój syn wówczas ze zdziwieniem oświadczył:
- mamo, tym samochodem to się całkiem inaczej jeździ, niż w komputerze!

Mija 40 lat, odkąd wyprodukowano pierwszy samochód rodzinny. Mój Fiat w grudniu będzie obchodził też okrągłą rocznicę. Staruszkowi stuknie 30 lat! Jest na chodzie, ale nim nie jeżdżę. Czuję do niego wielki sentyment. 


wtorek, 7 lutego 2012

Natchnienie

Śmierć Wisławy Szymborskiej głęboko mnie poruszyła. Sięgnęłam po jej poezję. I ... noblistka natchnęła mnie.            
Limeryk o leżajskich pątnikach
      Pielgrzymują do Leżajska pątnicy 
      W hołdzie skarby zanoszą dziewicy 
      Miłowane klejnoty 
      Pożądanie niejednej cnoty 
      Ukrywane w portkach i spódnicy
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...