Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuryłówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuryłówka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2016

Lniany posag

Najwyraźniej nie doceniałam siły mediów. 
Pani Aniu nawet nie pamiętam w jakich okolicznościach zostałyśmy znajomymi na FB. Zawsze chętnie czytam i podziwiam umieszczane przez panią zdjęcia, a szczególnie Leżajska i okolic. Tym bardziej że od 26 lat mieszkam w USA wielką radość sprawia możliwość podziwiania jak bardzo zmienia się wizerunek miasta.
Ostatnio siedząc u fryzjera wzięłam do ręki jeden z grudniowych magazynów kobiecych, które fryzjerka zawsze organizuje dla polskich klientek.
Przeglądam kartka po kartce i kogo tam widzę?
Pani Anna Stankiewicz Ordyczynska !
Piękna historia! Dziękuje!

Rzeczywiście, w świątecznym grudniowym "Poradniku domowym" Nr 13/2016 ukazał się artykuł Edyty Golisz "Z nimi łatwiej iść przez życie". 


Artykuł o tym, jak to zwyczajne z pozoru przedmioty mogą sprawić, że w rodzinie tworzy się jeszcze większą więź i poczucie wyjątkowej wspólnoty. Potwierdzają to nasze bohaterki, które mają takie skarby. Rzeczy niby zwykłe, a bezcenne. Bo przesiąknięte losami i tożsamością kolejnych pokoleń.
Edyta Golisz redaktorka "Poradnika Domowego" zainspirowana moim postem "Lniany posag przekazywany z pokolenia na pokolenie" napisała w Poradniku kilka ciepłych słów o mojej pasji.
Zacytowany wpis jednej z czytelniczek Poradnika, mojej imienniczki, znajomej z Facebooka to bardzo miła recenzja tego co robię. Bardzo mi miło. Jestem zaskoczona, że artykuł o obrusie trafił już nawet nie pod strzechy, ale za Ocean. 

Na potrzeby artykułu spotkałam się w Restauracji "Capri" w Leżajsku - z dziennikarzem i fotografem Krzysztofem Rajczykiem. Pan Krzysztof zorganizował mi sesję fotograficzną. 

środa, 3 lutego 2016

Jak to z pasją bywa

Wracałam z cmentarza w Kuryłówce, gdy nagle zza ciemnych chmur rozbłysnęło słońce. Wydawałoby się, że mnie oświeciło. Zza szyby samochodu zobaczyłam przy drodze stary, opuszczony domek. Perełka architektoniczna
Muszę go sfotografować, zanim się zawali - pomyślałam, zatrzymałam auto na środku drogi i szybko wyskoczyłam z samochodu. 
Piękna rudera, ma klimat dawnych czasów, przez otwarte okno spoglądał na mnie stary piec i pająki drzemiące w pajęczynach. Ciekawe kto tam mieszkał - myślałam i pstrykałam z zachwytem.





A kiedy chciałam już odjechać do domu, okazało się, że zatrzasnęłam kluczyki od samochodu. W środku torebka z dokumentami i pękiem kluczy do mieszkania. Bez szansy na zdobycie zapasowych kluczy.

Boże! Co się ze mną dzieje? To nie słońce mnie olśniło, tylko własna głupota - wściekałam się sama na siebie. To już kolejny raz zamknęłam samochód z kluczykami w środku! Kolejny raz!
Na szczęście wszystko zakończyło się happy endem, na szczęście w pobliżu mieszkał mój stryj Janek. Poprosiłam o pomoc jego syna Pawła, który sprowadził mechanika. 
No cóż, tak to z pasją bywa. Choć nie wiem czy zwalić to na pasję, na własną bezmyślność czy początki Alzheimera.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Refleksyjnie w rocznicę śmierci

Spotkałam się dzisiaj z moim tatą. Na cmentarzu, w Kuryłówce. Dzisiaj jest trzecia rocznica śmierci taty. 
Poprosiłam go o wstawiennictwo, żebym miała więcej sił do dźwigania moich krzyżyków. 




Linki powiązane:

sobota, 14 czerwca 2014

Zabawy na cmentarzu

Moje dzieciństwo to epoka bez telewizorów, komputerów, telefonów komórkowych i innych współczesnych gadżetów. Trzeba było sobie jakoś radzić i mszę przyznać, że umiałyśmy sobie zorganizować czas. 
Pamiętam wyjazdy na wieś do dziadków. Do Kuryłówki na wakacje zjeżdżały dzieciaki niemal z całej Polski. Wymyślaniu zabaw nie było końca. Jeśli znudziły się zabawy na pobliskim błoniu, cała gromadka kotłowała się najczęściej na naszym podwórzu. Duży ogród pełen jabłek, gruszek, śliwek, wiśni, orzechów włoskich czy laskowych był niczym raj dla rozbrykanych dzieciaków, pełnych szaleńczych pomysłów.
Jak przez mgłę pamiętam ślub mojej siostry Ireny z chłopakiem z Poznania, który przyjechał do babci Pękalowej. Słońce miało się ku zachodowi, gdy orszak weselny, liczący co najmniej kilkanaście par szło od błonia, na nasze podwórze, a potem na przycerkiewny cmentarz, tuż za naszym płotem. Było bardzo gwarno i wesoło.

Bawiłyśmy się w dom. Babcia miała dwie krowy, jedna Sarna groźna i nie przystępna, druga nieco starsza Ulina. Ta druga była łagodna, spokojna, dostępna. Jako dzieciaki bardzo maltretowałyśmy jej dojki, a pozyskane mleko, wlewane do metalowych puszek po konserwach, służyło nam do pieczenia placków na bazie piasku i niedojrzałych jabłek. Kolorowe szkiełka z rozbitych szyb nazbierane spod cerkwi pw św. Paraskewy, niczym bakalie służyły do ozdoby dziecięcych wypieków. 

zobacz też:
 cmentarz

sobota, 8 maja 2010

65 rocznica kapitulacji III Rzeszy

8 maja 1945 roku o godzinie 22.30 Niemcy podpisały akt bezwarunkowej kapitulacji, kończąc działania wojenne. II wojna światowa trwała prawie 6 lat, pochłonęła prawie 6 milionów Polaków.
Europa świętuje Dzień Zwycięstwa 8 maja, zaś w Polsce, ZSRR i innych państwach bloku sowieckiego oficjalną datą zakończenia wojny jest data 9 maja, różnica wynika ze względu na dwugodzinną różnicę czasu.
8 maja to rocznica szczególna dla mojej rodziny. W tym dniu, jeszcze przed oficjalnym ogłoszenie kapitulacji Niemiec w Kuryłówce rozegrał się dramat wszystkich mieszkańców.
Sowieci spalili wieś.
Spalili 200 zabudowań gospodarskich. Tym, którym udało się ewakuować do sąsiedniej wioski - do Starego Miasta udało się ocalić życie. Zostali ostrzeżeni przez partyzanckie oddziały Radwana o przygotowywanym natarciu i zdążyli się schronić. Ale niektórzy pozostali w domach. Zginęli tragicznie. Łuna palącej się wsi była widoczna w Leżajsku, oddalonym 7 km od Kuryłówki.
Moi dziadkowie w Dniu Zwycięstwa stracili cały dobytek. Dziadek kiedy powrócił do domu zastał dogorywające bydło, w tym cielną krowę. Jego sąsiad Julek Makara spalił się żywcem w piwnicy. W Księdze Zgonu ksiądz Kazimierz Węgłowski zapisał:
Julian Makara ur 28 marca 1907 syn Antoniego i Agnieszki Skiby, mąż Marii Gorący zmarł 8 maja 1945 roku. Jako przyczynę zgonu wpisał – udusił się w schronie podczas palenia Kuryłówki”.




Mieszkańcy Kuryłówki pozostali bez środków do życia. Nie mogli liczyć na sąsiedzką pomoc, bo wszyscy dzielili taki sam tragiczny los. Mój dziadek przez wiele dni porządkował zgliszcza, zakopywał popalone bydło. Późnymi wieczorami wracał o głodzie, wyczerpany z sił do rodziny Ćwikłów, która go przygarnęła, ale która też nie miała go czym nakarmić.
Dużą pomoc okazywała moim bliskim rodzina Pietrychów z Tarnawca, która rozumiejąc tragedię, zaświadczyła, że ‘prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie’.
Trzeba było odbudować ze zgliszczy dom, stajnię, stodołę.
Kto zawiadomił pogorzelców Kuryłówki o tym, że Niemcy podpisały kapitulację?
Czy 9 maja 1945 roku mieszkańcy Kuryłówki z ulgą przyjęli wiadomość o zakończeniu wojny i entuzjazmem świętowali Dzień Zwycięstwa?
Myślę, że dla nich ten dzień oznaczał rozpacz, tragedię, potrzebę odbudowy gospodarstw i nowy etap w życiu.
Kierunek wyznaczały 3 władze, które w tym czasie, a właściwie już od lipca 1944 roku zaczęły się krystalizować, z jednej strony to była władza sowiecka, z drugiej strony polskie podziemie, które ujawniło swoje struktury, a z trzeciej delegatura PKWN, która przybyła z Lublina.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...