piątek, 8 lipca 2011

Biorytmy na kłamią - Odcięli mi prąd

Wkurzyłam się dzisiaj okropnie. Zażartowałam nawet, że muszę sprawdzić swoje biorytmy, bo moje rozdrażnienie, złość i płacz wskazują na to, że jestem na niżu, albo mam krytyczne dni. Na ogół wcale nie muszę sprawdzać swoich biorytmów, aby wiedzieć w jakiej fazie znajduję się w danej chwili. Doskonale wiem, że mój nastrój zależy od zdrowia, kłopotów i innych czynników wpływających na moje fazy emocjonalną, fizyczną i intelektualną.
Według hipotezy Fliessa, uchodzącego za twórcę okresowej teorii biorytmów - biologiczny rytm człowieka podporządkowany jest ściśle określonemu wzorcowi: po okresie aktywnym następuje okres bierności, w którym odradza się energia życiowa. Według tej teorii, cykl sprawności fizycznej powinien trwać 23 dni, a cykl stanu emocjonalnego - 28 dni.
Swoboda, który opisał tę teorię, dodatkowo opisuje w niej spontaniczne, okresowe powracanie myśli w okresach 18 godzin, 23 godzin i 23 dni. Już po śmierci Fliessa zwolennicy biorytmów dodali cykl sprawności intelektualnej o długości 33 dni.
Wszystko to prawda, przynajmniej w moim przypadku. Mogłabym być doskonałym królikiem doświadczalnym dla Fliessa czy Swobody.
Mogłabym służyć przykładami z własnego podwórka, podając kiedy jestem w dołku, kiedy dopada mnie wena, kiedy chce mi się śpiewać, a kiedy płakać.
I tak na przykład dzisiaj. Od rana łzy same cisną mi się do oczu. W gardle ściska, myśli kotłują się nad sensem życia.
A wszystko przez to, że odcięli mi prąd.
Kilka lat temu upoważniłam firmę energetyczną, do pobierania należności za prąd z mojego ROR –owskiego konta. Od wielu, wielu lat nie mam z tym problemu i nie zawracam sobie głowy opłatami.
Aż do wczoraj.
Po powrocie z pracy, kiedy chciałam włączyć TV okazało się, że w mieszkaniu nie ma prądu. Lodówka nie chłodzi, czajnik elektryczny bezużyteczny, telefon nie łączy, radio nie gra, nie mogę naładować baterii do aparatu fotograficznego, nici z komputera, nici z Internetu.
Sprawdziłam bezpieczniki, były OK, zadzwoniłam pod nr 991 na Pogotowie Energetyczne, obiecali sprawdzić. Czekałam do zmierzchu wyglądając co chwilę przez okno w nadziei, że ujrzę ekipę elektryków przybywających mi z pomocą. Po kilku godzinach bezskutecznego oczekiwania, zadzwoniłam ponownie.
Odcięli mi prąd, bo nie miałam opłaconej jednej faktury. Muszę spłacić dług, osobiście przyjść do zakładu energetycznego, przynieść do biura dowód wpłaty, złożyć podanie, następnie opłacić 91 zł w banku dodatkowo za ponowny przyłącz prądu, przynieść do biura kwit z banku - dowód wpłaty i czekać aż ekipa znajdzie czas – usłyszałam w słuchawce telefonicznej.
To prawda, nie miałam przez jakiś czas pieniędzy na koncie, widocznie w tym okresie zakład energetyczny wysłał polecenie zapłaty za prąd. O tym, że nie zrealizowano polecenia zapłaty z braku środków zostałam powiadomiona.
Liczyłam jednak, że skoro firma ma moje stałe zlecenie na pobieranie z konta ROR należności za usługi, to sobie bez problemu ściągną zaległą kasę z mojego konta, chociażby doliczając zaległy dług do kolejnego rachunku. Nic by się też nie stało, gdyby ktoś przypomniał mi o zaległościach, chociażby telefonicznie.
Ale żeby tak od razu odcinać prąd?
Kiedy osobiście zgłosiłam się dzisiaj do biura i wyjaśniłam, że jeszcze wczoraj uregulowałam należności, kazano mi iść do banku z wystawioną fakturą i blankietem na kwotę 91 zł, by dokonać wpłaty za ponowne podłączenie prądu.
Na pytanie kiedy mi podłączą prąd?
Wkrótce – odpowiedział urzędnik
Jednocześnie usłyszałam od klienta stojącego obok, żebym tak się nie cieszyła, bo on czeka już 2 tygodnie na ponowny przyłącz. Odciąć to oni szybko umieją, ale do ponownego przyłączenia potrzebują wykwalifikowanych pracowników, a takich im brak.
Wkurzyłam się okropnie.
Użyłam takich argumentów, że mam taką cichą nadzieję, że kiedy wrócę z pracy do domu, okaże się, że znowu będę miała okno na świat, bo będę miała prąd!!!

Mój biorytm wskazuje na krytyczny dzień fazy fizycznej, ostrzega mnie, że mam być ostrożna! Dobrze mówić. Sytuacja stresowa podniosła mi ciśnienie. 165/110. Bagatela! 
Biorytmy nie kłamią. Tylko jak je interpretować. 
Czy chce mi się płakać, z bezsilności, bo odcięli mi prąd?
Czy chce mi się płakać, bo jestem w takiej fazie, że nawet najmniejsze kłopociki mogą mnie rozdrażnić, a co dopiero myśl, że czeka mnie weekend w egipskich ciemnościach.
Mój pierwszy biorytm

Linki powiązane:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...