60% elektoratu Pawła Kukiza przekazało swoje głosy dla Andrzeja Dudy. Otworzyli drzwi do Pałacu Prezydenckiego człowiekowi z Krakowa nie dlatego, że popierają PiS, ale, żeby, jak to określił jeden z polityków zgruzować PO.
W I turze również głosowałam na Pawła Kukiza, mimo, że nie należę do grupy ludzi młodych popierających Kukiza. Zagłosowałam ponieważ nie zgadzam się z polityką Prezydenta Bronisława Komorowskiego wspierającego politykę Platformy Obywatelskiej. Żeby było jasne, nie złapałam się na lep obietnic Andrzeja Dudy.
W II turze głosowałam na Andrzeja Dudę, który w Leżajsku zdecydowanie wygrał we wszystkich dziewięciu Komisjach Obwodowych:
Andrzej Duda - 69,78%
Bronisław Komorowski - 30,22%
Uważam, że Pan Prezydent Bronisław Komorowski poniósł porażkę, płacąc cenę za wspieranie Platformy Obywatelskiej, głównie za:
- podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat bez możliwości dokonywania wyboru. Jestem za pracą 'aż do śmierci', ale pod warunkiem, że każdy dobrowolnie podejmuje decyzję. Nie wyobrażam sobie stomatologów, mikrobiologów, chirurgów, którzy w pracy muszą korzystać z bardzo mocnych okularów (wiem co mówię).
- tolerowanie arogancji i buty urzędników na poziomie lokalnym, nie szanowanie ludzi kompetentnych, zatrudnianie na ważnych stanowiskach ludzi bez jakichkolwiek kompetencji
- lekceważenie aspiracji ludzi we wszystkich kategoriach wiekowych
- lekceważenie problemu wyjazdu młodych, wykształconych ludzi do pracy za granicę. Politycy uważają, że emigracja jest szansą na zdobycie doświadczenia i powrót do kraju z 'dolarami', błędnie kalkulują, że Polacy będą zarabiać za granicą, a podatki płacić w Polsce
- lekceważenie problemu wyjazdu młodych, wykształconych ludzi z małych miejscowości, w którzy w poszukiwaniu pracy opuszczają swoje Małe Ojczyzny
- akceptację umów śmieciowych
- arogancję władzy w stosunku do ludzi pracujących za marne pieniądze
- pogardliwe wypowiadanie się polityków, ludzi mediów, świata kultury o Polakach, którym się nie powiodło w kraju po okresie transformacji
- samozadowolenie władzy i głuchota na krzyki niezadowolenia Polaków
zobacz też:
Debata sztuką manipulacji
niedziela, 24 maja 2015
czwartek, 21 maja 2015
Debata sztuką manipulacji
Dzisiaj debata kandydatów na urząd prezydenta.
Debaty cieszą olbrzymią akceptacją Polaków, są źródłem informacji o kandydacie, ale nie dajmy się zwariować i nie poddawajmy się manipulacji.
Media prześcigają się w stosowaniu atrakcyjnych trików, stosują motywy manipulacji wrażeniem, ale to nie dziwne, one walczą o słuchacza, czytelnika lub telewidza, o oglądalność, o sondaże. Zapraszają dziennikarzy, polityków, aktorów do oceniania kandydata pod względem atrakcyjności fizycznej, mowy ciała, gestów.
Atrakcyjną formą manipulacji jest atakowanie kandydata, jego rodziny, stosowanie chwytów poniżej pasa, uważam, że taka stosowanie takiej formy nie licuje z wizerunkiem przyszłej głowy państwa.
Wybierając się na wybory warto dowiedzieć się kim jest polityk. Warto jednak pamiętać, że:
- współczesna polityka to w dużym stopniu gra skutecznych manipulatorów i ich najszerszym zasobem technik manipulacji politycznej.
- politycy poddawani są szkoleniu w jaki sposób zastosować taktyki autoprezentacyjne, przedstawianie swoich zalet, a u przeciwnika wad, aby zbajerować wyborców. Stają się marionetkami, pociąganymi za sznurki przez sztaby wyborcze, ludzi od wizerunku, sondaże, media.
Ważnym kryterium wg mnie jest w dużej mierze zdolność władania językiem. I nie chodzi tu o znajomość języków obcych, to też, ale rażą mnie deklaracje kandydatów, którzy oferty polityczne, gospodarcze, społeczne prezentują 'Polaką'.
Ciekawa jestem, jaka będzie Twoja reakcja po debacie, który z kandydatów stworzył 'Polaką' ciekawszy wizerunek, który okaże się atrakcyjniejszą marionetką wykreowaną przez manipulatorów, zostanie 'głowom' państwa i będzie rządzić 'Polskom'.
Którego skreślisz, a którego zaakceptujesz?
Którego skreślisz, a którego zaakceptujesz?
wtorek, 19 maja 2015
Wielka powódź na Sanie w maju 2010
Dokładnie 5 lat temu Polskę nawiedziła jedna z największych klęsk żywiołowych. Obfite opady w okresie 16-19 maja 2010 spowodowały podniesienie poziomu wód, przerwanie wałów przeciwpowodziowych, wylanie rzek, a wody powodziowe wyrządziły olbrzymie szkody aż w dziesięciu województwach, w tym największe w województwach: śląskim, małopolskim, świętokrzyskim i podkarpackim.
Powodzie w woj. podkarpackim zdarzają się stosunkowo często, jednak powódź w 2010 r. przybrała niespotykaną dotychczas skalę i wyczerpywała wszelkie znamiona klęski żywiołowej. Ucierpieli mieszkańcy Sanoka, Miejska oczyszczalnia ścieków w Tarnobrzegu została zalana przez wody powodziowe i w następstwie wyłączona z eksploatacji. Zalany został Sandomierz.
Oto kilka zdjęć z wielkiej powodzi na Sanie w Starym Mieście i rzece Złotej w Kuryłówce. To była powódź stulecia, stan wody na rzece osiągnął 840 cm. Podobnej skali była powódź w lipcu 1980 roku. Zamknięto wówczas most na Sanie w Starym Mieście, trzeba było jeździć przez Krzeszów.
***
Filmik
***
wtorek, 7 kwietnia 2015
Refleksyjnie w rocznicę śmierci
Spotkałam się dzisiaj z moim tatą. Na cmentarzu, w Kuryłówce. Dzisiaj jest trzecia rocznica śmierci taty.
Poprosiłam go o wstawiennictwo, żebym miała więcej sił do dźwigania moich krzyżyków.
Poprosiłam go o wstawiennictwo, żebym miała więcej sił do dźwigania moich krzyżyków.
sobota, 7 marca 2015
Czyja prawda jest prawdziwsza
Usłyszałam niedawno zarzut, że niepotrzebnie piszę o pewnych, dla niektórych bardzo niewygodnych faktach z historii naszej leżajskiej społeczności. Niektórzy zarzucają mi również pisanie o przedwojennych Żydach i chasydach przyjeżdżających do Leżajska w rocznicę cadyka Elimelecha. Nie chce mi się odpierać zarzutów o kolonistach niemieckich przybyłych w nasze strony jeszcze w XVIII wieku. Ludzie nie mają pojęcia, że ci koloniści współtworzyli naszą kulturę, wzbogacając ją o tradycje przywleczonej z terenów Austrii, Bawarii, Czech. Walczyli o Polskę, umierali w obozach koncentracyjnych, bo czuli się polskimi patriotami. Pewnie, że nie wszyscy. Zasymilowali się z Polakami i w niejednej polskiej rodzinie żyją do dziś ich potomkowie. Pewnie z tego samego powodu urządza się w Leżajsku Spotkania Trzech Kultur, zamiast Czterech, wykluczając kulturę austriacką czy niemiecką.
Nie trzeba sięgać do odległych czasów, wystarczy cofnąć się do okresu II wojny światowej i od razu można się zastanowić w jaki sposób rzetelnie opisać stosunki i relacje polsko-ukraińskie, polsko-żydowskie, ukraińsko-niemieckie. W Leżajsku nie brakowało mieszkańców wyznania grekokatolickiego i rzymskokatolickiego. Jedni modlili się w cerkwi, inni z tej samej rodziny chodzili do klasztoru czy do Fary.
Na portalu Genebase opublikowałam dawno temu posta na ten temat. Spróbuję go odtworzyć (wszystkie moje posty na Genebase z nieznanych mi powodów są niedostępne).
'Rowerem po Leżajsku' (14 kwiecień 2007)
Kiedyś, to ja lubiłam jeździć na rowerze. Jeździłam chętnie. Jednak przez ostatnie 2 lata, kończyło się tylko na postanowieniach, że jak tylko zrobi się cieplej, to znowu usiądę na rower. Od 2 lat obiecywałam i na postanowieniach się kończyło. Wygodniej jest poruszać się samochodem, ale z lenistwem postanowiłam walczyć. Kompletny brak ruchu, ciągłe siedzenie przed komputerem, to w moim wieku niezbyt rozsądne. Tak, więc w czwartek zaliczyłam bez trudu i zadyszki 5 km, na sobotę zaplanowałam sobie dłuższą przejażdżkę.
Jednak, przejeżdżając przez leżajski rynek, zauważyłam mojego znajomego, Pana J. Ulasa Urbańskiego, który jak zwykle spacerował po mieście. Często widzę go również na rowerku. Moja rowerowa wycieczka poszła w zapomnienie.
Jednak, przejeżdżając przez leżajski rynek, zauważyłam mojego znajomego, Pana J. Ulasa Urbańskiego, który jak zwykle spacerował po mieście. Często widzę go również na rowerku. Moja rowerowa wycieczka poszła w zapomnienie.
Bo z Ulasem, to ja mogłabym cały dzień przegadać. O genealogii, o historii Leżajska, o mieszkańcach - bohaterach i „nie bohaterach” naszego miasteczka. Ulasowi w maju stuknie 80 lat. Jako stary Leżajszczanin, jest kopalnią wiedzy, jest chodząca kroniką miasta. Jeszcze do niedawna przelewał na papier swoją wiedzę, ale teraz, jak twierdzi, już mu się nie chce. Ubolewa, że młodzi kompletnie nie interesują się przeszłością i podobnie jak w mojej rodzinie, Jego rodzina absolutnie nie podziela jego pasji. Ulas zna ludzi i zna fakty z przeszłości, które znacznie różnią się od tych spisywanych przez autorów książek, reportaży pisanych do Miejskiego Biuletynu. Może kiedyś uchyli rąbka tajemnicy, ale jak twierdzi, uczyni to po śmierci tych, którzy mają się za bohaterów.
Podobne zdanie miała moja Ś.P. teściowa Janina Ordyczyńska, która mówiła, że żyją jeszcze ludzie, którzy niechlubnie zapisali się w historii miasta, a którzy nieźle się ustawili w życiu. Nie chciała opowiadać, znała inną prawdę, ale wolała tajemnicę o ludziach i ich czynach zabrać ze sobą do grobu.
Żyją w Leżajsku jeszcze ludzie, którzy spisali kawałek historii. Historii, która nieco się różni od tej publikowanej, ale jej na razie nie publikują, chcą, aby ich wspomnienia zostały wydane dopiero po ich śmierci.
Mój sąsiad spisywał z wielką pasją wspomnienia grekokatolików, zdobył mnóstwo zdjęć i dokumentów, nagrywał wywiady z ludźmi, którzy przeżyli wojnę. Mało kto wiedział, że na jego oczach partyzanci zastrzelili mu babcię, tylko dlatego, że nie chciała po wojnie wyjechać na Ukrainę. Tłumaczyła się podeszłym wiekiem, mówiła, że całe życie tu żyła, tu żyli jej przodkowie z dziada pradziada, że chce być pochowana po śmierci w ziemi, która ją wyżywiła. Niestety, nie zdążył się opublikować zdobytych materiałów. Zmarł kilka lat temu.
Może nie warto się spierać czyja prawda jest prawdziwsza i kto ma rację?
Ja chciałabym zbierać informacje od wszystkich, niezależnie od tego, czy fakty są, czy nie są wiarygodne. Uważam, że dobrze byłoby pospisywać relacje tego samego wydarzenia sprzed lat, przez jak największą ilość świadków. Ostatecznie, każdy może mieć inne spojrzenie na te same fakty. To tak, jak w polityce.
Żartobliwie dodaję, że racja jest jak dupa, każdy ma swoją.
Ja chciałabym zbierać informacje od wszystkich, niezależnie od tego, czy fakty są, czy nie są wiarygodne. Uważam, że dobrze byłoby pospisywać relacje tego samego wydarzenia sprzed lat, przez jak największą ilość świadków. Ostatecznie, każdy może mieć inne spojrzenie na te same fakty. To tak, jak w polityce.
Żartobliwie dodaję, że racja jest jak dupa, każdy ma swoją.
czwartek, 26 lutego 2015
Rodzinne stoły z historią w tle
Zainspirowałam się blogiem Natalki Nowickiej, która w jednym ze swoich postów pięknie poetycko opisała swój nowy nabytek – stary, pamiętający czasy gierkowskie stół.
Pomyślałam, że i mi wypadałoby poświęcić kilka słów stołom. Stołom, które towarzyszyły mi przez sześć dekad życia, a było ich co najmniej kilka.
Jeden stary, duży, drewniany stół kuchenny u dziadków w Kuryłówce, jeden też z Kuryłówki stojący w pokoju, jeden dębowy, nie lubiany, bo blat miał wypaczone deski i wreszcie okrągły w moim rodzinnym domu. Wszystkie pamiętają rodzinne opowieści, pełne humoru, rodzinnych niesnasek. Pamiętają zapach świątecznych potraw. I wreszcie mogłabym napisać o stole, którego nigdy nie miałam, a przydałby się do rozmów podczas wspólnych posiłków. W moim niedużym M-3 od zawsze stoi tylko ława, co prawda duża, ale niewygodna i wiecznie zabałaganiona.
Drewniany kuchenny stół u mojej babci pamiętał, bo już od dawna go nie ma, moje dzieciństwo. Kiedy zasiadałam do stołu, z podkulonymi pod brodę nogami czekając na śniadanie, babcia krzątała się jeszcze przy kuchni, piekła na blasze prozaki, gotowała kartoflankę z bybkami. Stawiała kubki z mlekiem, jeszcze ciepłym, z pianką, ze świeżego udoju. W kuchni unosił się aromat kawy zbożowej, a z kołchoźnika dolatywała muzyka. Na pobielonej ścianie nad stołem wisiał święty krzyżyk. Wkrótce przychodził dziadek, zasiadał do stołu nakrytego ceratą i opowiadał ciekawe i śmieszne historyjki, czasem relacjonował co tam dzieje się w stajni, czy nakarmił krowy, czy napoił kobyłę, czy do końskiego żłobu wrzucił trochę owsa wymieszanego z sieczką.
Pomyślałam, że i mi wypadałoby poświęcić kilka słów stołom. Stołom, które towarzyszyły mi przez sześć dekad życia, a było ich co najmniej kilka.
Jeden stary, duży, drewniany stół kuchenny u dziadków w Kuryłówce, jeden też z Kuryłówki stojący w pokoju, jeden dębowy, nie lubiany, bo blat miał wypaczone deski i wreszcie okrągły w moim rodzinnym domu. Wszystkie pamiętają rodzinne opowieści, pełne humoru, rodzinnych niesnasek. Pamiętają zapach świątecznych potraw. I wreszcie mogłabym napisać o stole, którego nigdy nie miałam, a przydałby się do rozmów podczas wspólnych posiłków. W moim niedużym M-3 od zawsze stoi tylko ława, co prawda duża, ale niewygodna i wiecznie zabałaganiona.
Drewniany kuchenny stół u mojej babci pamiętał, bo już od dawna go nie ma, moje dzieciństwo. Kiedy zasiadałam do stołu, z podkulonymi pod brodę nogami czekając na śniadanie, babcia krzątała się jeszcze przy kuchni, piekła na blasze prozaki, gotowała kartoflankę z bybkami. Stawiała kubki z mlekiem, jeszcze ciepłym, z pianką, ze świeżego udoju. W kuchni unosił się aromat kawy zbożowej, a z kołchoźnika dolatywała muzyka. Na pobielonej ścianie nad stołem wisiał święty krzyżyk. Wkrótce przychodził dziadek, zasiadał do stołu nakrytego ceratą i opowiadał ciekawe i śmieszne historyjki, czasem relacjonował co tam dzieje się w stajni, czy nakarmił krowy, czy napoił kobyłę, czy do końskiego żłobu wrzucił trochę owsa wymieszanego z sieczką.
Na tym stole babcia ustawiała świeżo upieczone bochny chleba. Piekła je własnoręcznie. Na tym stole babcia przygotowywała słynne szwabskie pierogi. Na tym stole dziadek sam wyrabiał wspaniałe wędliny. Smak i zapach prawdziwych wiejskich kiełbas do dzisiaj pamiętam. Na tym stole jadłam kulaszę ze świeżo zrobionym masłem i popijałam świeżą maślanką.
Ten stół miał duszę. Z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy to babcia się bardzo denerwowała, bo dziadek z przekorą odpowiadał na jej narzekania, przekręcał słowa, udając, że słyszy coś innego, coś na zasadzie gry półsłówek. Babcia o chlebie, a dziadek o niebie. Wychodziły z tego śmieszne dialogi, ja się śmiałam do rozpuku, a babcia bywała zgorszona głupawymi gadkami dziadka.
W naszym drewnianym domu w Kuryłówce w pokoju stał duży owalny stół. Był elementem zestawu mebli zrobionych tuż po wojnie na zamówienie przez stolarza, naszego kuzyna Adama Andresa. Zasiadaliśmy przy tym stole przez wiele lat w dużym rodzinnym gronie do wieczerzy wigilijnej, śpiewaliśmy kolędy, oczekując na wyjście do kościoła na pasterkę. Pamiętał moje chrzciny w Święta Wielkanocne 1954 roku. Impreza podobno była niczym wesele.
Jednym z cennych mebli w naszym domu był dębowy stół. Mama kupiła go po wojnie, okazyjnie od jakiegoś handlarza. Nie lubiłam tego stołu, blat miał nieco wypaczony, złożony z trzech desek. Ten stół miał pod blatem szufladę. Przetrzymywałam tam moje pamiętniki, kalendarzyki, listy od koleżanek i inne cenne osobiste gadżety. Dostałam go po latach w spadku, skróciłam nieco nogi, a kiedy już był nieużyteczny, jako zbędny mebel wywiozłam do domku na działce.
U rodziców w pokoju gościnnym, bo tak nazywaliśmy największy pokój w bloku mieliśmy duży okrągły stół. Rozkładany był okazjonalnie na potrzeby dużych rodzinnych uroczystości. Na wigilię mama okrywała go lnianym obrusem, cennym, bo przekazanym w posagu od babci Franki. Babcia ten obrus dostała na wiano od swojej mamy. Obrus pamiętał jeszcze XIX- wieczne czasy. Utkała go jeszcze praprababka Jadwiga z Pietrychów.
Ten stół miał duszę. Z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy to babcia się bardzo denerwowała, bo dziadek z przekorą odpowiadał na jej narzekania, przekręcał słowa, udając, że słyszy coś innego, coś na zasadzie gry półsłówek. Babcia o chlebie, a dziadek o niebie. Wychodziły z tego śmieszne dialogi, ja się śmiałam do rozpuku, a babcia bywała zgorszona głupawymi gadkami dziadka.
W naszym drewnianym domu w Kuryłówce w pokoju stał duży owalny stół. Był elementem zestawu mebli zrobionych tuż po wojnie na zamówienie przez stolarza, naszego kuzyna Adama Andresa. Zasiadaliśmy przy tym stole przez wiele lat w dużym rodzinnym gronie do wieczerzy wigilijnej, śpiewaliśmy kolędy, oczekując na wyjście do kościoła na pasterkę. Pamiętał moje chrzciny w Święta Wielkanocne 1954 roku. Impreza podobno była niczym wesele.
Jednym z cennych mebli w naszym domu był dębowy stół. Mama kupiła go po wojnie, okazyjnie od jakiegoś handlarza. Nie lubiłam tego stołu, blat miał nieco wypaczony, złożony z trzech desek. Ten stół miał pod blatem szufladę. Przetrzymywałam tam moje pamiętniki, kalendarzyki, listy od koleżanek i inne cenne osobiste gadżety. Dostałam go po latach w spadku, skróciłam nieco nogi, a kiedy już był nieużyteczny, jako zbędny mebel wywiozłam do domku na działce.
U rodziców w pokoju gościnnym, bo tak nazywaliśmy największy pokój w bloku mieliśmy duży okrągły stół. Rozkładany był okazjonalnie na potrzeby dużych rodzinnych uroczystości. Na wigilię mama okrywała go lnianym obrusem, cennym, bo przekazanym w posagu od babci Franki. Babcia ten obrus dostała na wiano od swojej mamy. Obrus pamiętał jeszcze XIX- wieczne czasy. Utkała go jeszcze praprababka Jadwiga z Pietrychów.
Ten stół z kolei pamięta wszystkie wesela córek i prawie wszystkie chrzciny wnuków i wnuczek. Przy tym stole spędziłam wiele godzin na rozmowach z rodzicami o ich życiu, przeżyciach wojennych.
Stół jest ważnym miejscem rodzinnych spotkań. Od zawsze marzyłam, aby mieć w domu stół. Moglibyśmy spokojnie i wygodnie zasiadać do posiłków i rozmawiać. W moim domu nigdy nie miałam, niestety stołu. Do spożywania posiłków, do nauki, odrabiania lekcji, do zdmuchiwania świeczek na urodzinowych tortach, do stawiania flakonów z kwiatami służyła nam zawsze tylko duża ława.
Właściwie to nie ważne jaki ktoś ma stół, nawet nie ważne co postawimy na stole, ważne z kim i w jakiej atmosferze przy stole zasiądziemy.
Stół jest ważnym miejscem rodzinnych spotkań. Od zawsze marzyłam, aby mieć w domu stół. Moglibyśmy spokojnie i wygodnie zasiadać do posiłków i rozmawiać. W moim domu nigdy nie miałam, niestety stołu. Do spożywania posiłków, do nauki, odrabiania lekcji, do zdmuchiwania świeczek na urodzinowych tortach, do stawiania flakonów z kwiatami służyła nam zawsze tylko duża ława.
Właściwie to nie ważne jaki ktoś ma stół, nawet nie ważne co postawimy na stole, ważne z kim i w jakiej atmosferze przy stole zasiądziemy.
środa, 4 lutego 2015
Nie chciałeś ...
Nie chciałeś ...
Już nie zadzwonisz
.jpg)
Pamięci Witolda Kiersnowskiego, który zmarł 22 stycznia 2015 roku w Bad Säckingen, Niemcy. Miał 44 lata.
http://www.aargauerzeitung.ch/aargau/fricktal/gleich-ennet-der-grenze-spaziergaengerin-findet-leiche-128760955
http://www.badische-zeitung.de/Wehr/spaziergaengerin-findet-Toten-identitaet-noch-unklar
Już nie powiesz kocham
Już nie zapytasz czy ja kocham Ciebie
Z dala od domu
Źle Ciebie pilnował Twój Anioł Stróż
Pozwolił Ci wyzwolić się z więzów doczesności
Do życia wiecznego otworzył drzwi
Kochałeś życie
Choć igrałeś z losem
Źle ustawiłeś swoje priorytety
Wolałeś własnym rytmem pokonywać progi
Nie chciałeś...
Nie słuchałeś...
Nie dbałeś...
Przegrałeś miłość
Przegrałeś życie
Wybrałeś święty spokój
Niech Ci Ziemia święta będzie. Spoczywaj w pokoju
Niech Ci Ziemia święta będzie. Spoczywaj w pokoju
***
.jpg)
Pamięci Witolda Kiersnowskiego, który zmarł 22 stycznia 2015 roku w Bad Säckingen, Niemcy. Miał 44 lata.
Też Cie kocham
Miałeś swój patent na moje pretensje
Na szał wściekłości, prawienie morałów
Na reprymendy głośno wykrzyczane
Szeptałeś czule
"Też Cie kocham! Aniu.
A ja?
Milczałam nie chcąc dawać Ci nadziei
Milcząc kłamałam, kłamiąc czekałam
I nie zdążyłam użyć czułych słów, że
"Też Cie kocham! Draniu.
****
A kiedy znowu się spotkamy
Po stronie niespełnionych marzeń
Czy podasz dłoń na przywitanie?
Wybaczysz wszelkie zaniechania?
Tylko czy kiedyś się spotkamy
Czy Bóg wybaczy zaniedbania
Kochankom w grzechu zatraconym
Czy poda dłoń na przywitanie
Da szansę na spełnienie marzeń
20 czerwca 2020
***
http://www.badische-zeitung.de/Wehr/spaziergaengerin-findet-Toten-identitaet-noch-unklar
***
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.jpg)
.jpg)
.jpg)




.jpg)
