niedziela, 20 maja 2012

Instynkt macierzyński po godzinach pracy

     Wielka burza medialna nadciągnęła na cała Polskę, kiedy p. Duda przewodniczący Solidarności spytał posłankę Agnieszkę Pomaskę, szefową komisji do spraw Unii Europejskiej, zastępcę sekretarza generalnego PO - 'co tu robi, skoro ma 3 tygodniowe dziecko'?
- Nie mamy umowy o pracę, nie mamy więc prawa do urlopów macierzyńskich. Polityka to nie jest praca od godziny 8 do 16,  nie można tak z dnia na dzień rzucić wyborców - mówi posłanka w wywiadzie do Gazety Wyborczej.
Stanisław Wyspiański, Macierzyństwo, 1905
      Dlaczego Kodeks Pracy wyklucza posłanki z prawa do urlopu macierzyńskiego, skoro nie da się zaprogramować synchronizacji procesów życiowych, zwłaszcza, w kwestii wydzielania pokarmu u kobiety, która urodziła dziecko?  
Zegar biologiczny to mechanizm regulujący około-dobowe rytmy fizjologiczne, biochemiczne i behawioralne.  Okres połogu, to czas, w którym dchodzi do cofania się zmain związanych z okresem ciąży i porodu zazwyczaj trwa ok 6 tygodni.
Zegar biologiczny bije dla każdego! Nie da się go oszukać. 
     Co prawda posłanka Agnieszka Pomaska ma elastyczny czas pracy, mając wsparcie rodziców, męża mogła wrócić do pracy zaraz po porodzie.  Z karmieniem nie ma problemu, bo zostawia zabezpieczony pokarm dla dziecka. Jeździ co 2 tygodnie 2 razy w tygodniu  do Warszawy, w międzyczasie pracuje w Gdańsku. Łączenie pracy zawodowej z obowiązkami rodzinnymi daje jej satysfakcję. 
Więc o co chodzi? O co takie larum? Panowie posłowie?
      Chciałabym doczekać czasów, kiedy posłowie będę się martwić, równie gorliwie, jak o posłankę, o te kobiety zmuszone do pracy bezpośrednio po porodzie, które nie mają elastycznego czasu pracy, nie mają wsparcia rodziny, nie mają wsparcia męża, nie mają środków życiowych, nie mają satysfakcji z pracy. 
Owszem, są kobiety, takie jak Agnieszka, które nie mają prawa do urlopu macierzyńskiego, jednak te nie mogą do pracy wrócić, bo pracy nie miały. I tym się różnią od Agnieszki.

niedziela, 13 maja 2012

Śladami Romea i Julii


Obiecałam kiedyś lojalnie naszemu przewodnikowi dochować tajemnicy i nie ujawniać jego zawodowej wpadki, ale co tam, tyle lat już minęło, że nie mogę sobie odmówić napisania o wycieczce do Werony śladami Romea i Julii. Najwyższy czas, aby anegdota ujrzała światło dzienne.
Będąc na wczasach w Bibionie wybraliśmy się pewnego słonecznego dnia na wycieczkę do Padwy i Werony.
Nasz przewodnik z książeczką w jednej i parasolką w drugiej ręce dość zdecydowanym krokiem zaprowadził nas na wąską uliczkę via Cappello, pełną wysokich kamienic, zatrzymał się pod numerem 23 i parasolką wskazał balkon na drugim, a może nawet na trzecim piętrze, jako słynny balkon Julii. Kiedyś ta XIII-wieczna kamienica należała do rodu patrycjuszy o nazwisku Cappelli. 
Wszyscy zadarliśmy głowy do góry, każdy trzaskał zdjęcia najsłynniejszego balkonu świata. Tylko ja miałam wątpliwości. Jak on tam wlazł? Miłość, co prawda czyni cuda, ale bez przesady!







Po chwili weszłam w bramę kamienicy. W podwórzu ujrzałam najpierw ‘złoty’ posąg pięknej Julii, dłuta Nereo Costantiniego, wykonany z brązu, a po prawej stronie rozpoznałam słynny balkon Casa di Giulietta porośnięty dzikim winem.
Wyskoczyłam jak poparzona na ulicę i niczym Archimedes krzyknęłam.

- Eureka! To nie ten balkon, prawdziwy jest tam, na dziedzińcu! – i wskazałam tajemniczy zaułek szekspirowskich kochanków. 
Dziedziniec legendarnego domu Julii był remontowany, kręciło się po nim kilku robotników. Podobno dotknięcie piersi Julii przynosi szczęście, stąd posąg od głaskania jest tak wypolerowany przez turystów, że świeci się, jakby był ze złota.











Potem jeszcze odwiedziliśmy domniemane miejsce spoczynku szekspirowskiej Julii. 
Przy via Shakespeare, niedaleko Piazza Bra, w podziemiach kościółka San Francesco al Corso, stanął w 1937 r. pusty antyczny sarkofag bez pokrywy z różowego marmuru, który dotąd stał w krużgankach kościoła. Pomysłodawcą projektu był kurator werońskich muzeów Antonio Avena, który pragnął nadać temu miejscu nowy wygląd, bardziej odpowiadający oczekiwaniom romantycznych turystów. 




środa, 2 maja 2012

Leżajsk walczy o rekord Guinnessa

Przez pewien czas Guinness kojarzył mi się głównie z piwem. Irlandzkim, ciemnym, o wyrafinowanym smaku słodko-gorzkim. I to nie dlatego kojarzył mi się z piwem, że jestem jego smakoszem, ani też nie dlatego, że  mieszkam w Leżajsku o wielowiekowych tradycjach browarnianych. 
Guinnessa przywożono  do Polski z Anglii, kupowano go za ciężko zarobione pieniądze. Mówię o czasach, kiedy nie byliśmy jeszcze w Unii, a zakupy w krajach zachodnich były nie na naszą kieszeń. Częstowano znajomych guinnessem, niczym wykwintnym rarytasem. Niektórzy to jeszcze upominali się o puszki, na pamiątkę, do kolekcji.
Dzisiaj mamy okazję zmierzyć się z Guinnessem w innej kategorii. Andrzej Chmura - dyrektor Muzeum Ziemi Leżajskiej zaproponował bicie rekordu Guinnessa w kategorii: najdłuższy mazurek flagowy w kolorze narodowych biało-czerwonych barw, dodatkowo udekorowany elementami herbowymi. Zamarzył mu się największy  w całej Europie mazurek upieczony w Dniu Flagi Rzeczpospolitej Polski. Jak święto flagi i mazurek to i Hymn. Tak bardzo patriotycznie. Jak zamarzył, tak postanowił wykonać. Marzenia warto spełniać, byle je tylko mieć. 
Podobnie było z Księgą Rekordów. Wymyślił ją dyrektor irlandzkiego browaru Guinness. Postanowił dokumentować wszystko co naj ...,  wpisywano więc najszybsze, największe, najgrubsze, a nawet najniedorzeczniejsze pomysły, byle by sie tylko zapisać do Księgi Rekordów Guinnessa.
Trzeba przyznać, że czasami patrzyłam na rekordzistów,  jak na wariatów, z politowaniem. Wymyślanie tak przeróżnych i tak niedorzecznych rekordów, dla zdobycia popularności, często narażając własne życie tylko po to, by usłyszał o nich świat, wydaje się bezsensowne.
Natomiast dzisiejsze bicie rekordu ma zupełnie inny wymiar i  wiele pozytywnych aspektów. Patriotyczny, rozrywkowy, duchowo-materialny, kulturalny, historyczny, edukacyjny etc, etc
Mam nadzieję, że Dzień Flagi Polskiej świętować będziemy w Leżajsku radośnie i słodko. Ze śpiewem na ustach, w takt patriotycznych pieśni, przy akompaniamencie Zdzicha Zawilskiego zakosztujemy mazurka czekoladowo-kajmakowego, pięknie udekorowanego w kolorze barw narodowych. 
Przygotowania już trwają, pogoda od kilku dni wymarzona. Oby się tylko nie popsuła. 
2 maja, o godz. 17  uczcimy rekordem Guinnessa Święto 'Dzień Flagi Polskiej'.

FOTORELACJA Z BICIA REKORDU GUINNESSA

Leżajsk bije rekord Guinnessa
FILMY VIDEO

A na zakończenie puszczanie białych i czerwonych balonów w powietrze


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...