sobota, 24 października 2020

Wyrok TK o zakazie aborcji z Piekłem Kobiet w pakiecie

Taki temat, w takiej sprawie, w takiej chwili!

Pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 w pełnym rozkwicie. Codziennie odnotowywane są rekordy zachorowań, zgonów, liczby zajętych łóżek covidowych, podpiętych do respiratora pacjentów chorych na COVID-19. Cała Polska w czerwonej strefie. I jeszcze, jakby było mało rekord bezmyślności, bezduszności, manipulacji, nieprzemyślanej w skutkach decyzji. Na arenie nie tylko politycznej zawrzało, bo faceci w portkach, togach i sutannach zafundowali nam Piekło Kobiet. Cyniczną prowokacją wydali wyrok o zakazie aborcji patologicznego płodu. Ten wyrok nie daje kobietom szans i prawa do wyboru, zmusza je do utrzymywania ciąży w przypadku nieodwracalnie upośledzonych płodów z narażeniem życia i zdrowia kobiet, skazuje kobiety i rodziny na potworną traumę.

 Od trzech dni obserwuję w mediach młodych ludzi, którzy masowo i spontanicznie, nie zważając na zagrożenia wynikające z pandemii wyszli na ulice miast, by z wielką determinacją wyrazić sprzeciw wobec bulwersującej decyzji TK.  Walczą o godność, o szacunek.  

Z jednej strony obawiam się o ich zdrowie, o zdrowie wszystkich Polaków, z drugiej jestem pełna podziwu i szczerze solidaryzuję się z nimi, chociaż wiem, że za skutki tej prowokacyjnej decyzji zapłacimy wszyscy, i przeciwnicy i zwolennicy, i pacjenci, i służba zdrowia, i seniorzy, i uczniowie, i dzieci. I gospodarka i dobre imię Polski. Politycy przelicytowali.

Wierzyć się nie chce, że w XXI wieku człowiek człowiekowi zgotował taki los.


poniedziałek, 31 sierpnia 2020

40. rocznica sierpnia'80 i powstanie NSZZ Solidarność

Kiedy pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku zaczęły się w Polsce zamieszki, które dość szybko przekształciły się w ogólnopolski strajk całego społeczeństwa, w naszym zakładzie całkiem spontanicznie zawiązały się Związki Zawodowe. ‘Solidarność’. 
Pamiętam jak dziś spontanicznie zorganizowane zebranie pracowników w sekretariacie. Padła propozycja założenia związków, który solidarnie wspierałby rewolucyjne działania robotników z Gdańska. Bez zastanowienia i na poczekaniu stworzyliśmy listę członków Solidarności. Pierwszym na liście był nasz dyrektor Stanisław Słychan, ja byłam druga na liście. Jednogłośnie zostałam wybrana szefem Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych ‘Solidarność’. 
Moja oryginalna plakietka NSZZ Solidarność z 1980 roku.
Logo Solidarności zaprojektował grafik Jerzy Janiszewski jeszcze przed oficjalną rejestracją związku, pod wpływem wydarzeń w sierpniu 1980. Początkowo było to logo stworzone dla strajkujących pracowników Stoczni Gdańskiej których Jerzy Janiszewski wspierał. Ten znak SOLIDARNOŚĆ - z charakterystyczną czerwoną czcionką na białym tle i wyrastającą z litery N polską flagą miał symbolizować jedność ludzi w zwartym tłumie, tak jak robotnicy przed bramą gdańskiej stoczni w sierpniu 1980. Wkrótce znak ten był najbardziej rozpoznawalną grafiką na świecie i doczekało się swojej własnej nazwy: „Solidaryca”.
Bez sprzeciwu zadeklarowaliśmy opłacanie składek na nowo powstały Związek. 
Mieliśmy swoich doradców i koordynatorów z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Rzeszowie. Aktywnie działała tam pani Krysia z Oddziału Epidemiologii. 
Systematycznie dostarczano nam z Rzeszowa, z WSSE gazetki, ulotki, instrukcje postępowania. Tzw. Bibuła zawierała wiersze, patriotyczne teksty. Mieliśmy jako związki także swoją gazetkę.
Gdy robotnicy w różnych regionach Polski strajkowali, prowadzili negocjacje z rządem my, jako sanepid - instytucja rządowa nie strajkowaliśmy czynnie. Na znak solidarności wspieraliśmy strajkujących poprzez zakładanie biało-czerwonych opasek na rękach. Uszyła je jedna z naszych koleżanek. Każdy z nas miał w szufladzie biurka taką biało-czerwoną opaskę. 

Pamiętam, że organizowane były w sanepidzie akcje solidarnościowe. Dyżurowaliśmy po dwie osoby w dzień i nocą. Ktoś przyniósł śpiwory, ktoś odmówił udziału, bo się bał konsekwencji. To były jedyne spontaniczne formy wspierania robotniczego zrywu walki o wolność i demokrację.

To nieprawda, że w sierpniu 1980 nic nie było w sklepach. Pamiętam to doskonale, bo w lipcu brałam ślub i nie miałam kłopotów z przygotowaniem wesela, z kupnem butów czy zakupem materiału na sukienkę ślubną. 
Jednak nie były to łatwe czasy. Pod koniec lipca Polskę nawiedziła wielka powódź, wylały rzeki, był utrudniony dojazd do wielu miejscowości. Na dodatek w tym czasie wybuchła epidemia czerwonki. Jako mikrobiolog miałam mnóstwo pracy związanej z diagnostyką laboratoryjną. Służby sanitarne w naszym zakładzie musiały dojeżdżać okrężną drogą na zalane tereny w celu opracowania ognisk epidemicznych. 

piątek, 28 sierpnia 2020

Księgi Jakubowe Olga Tokarczuk

Pożyczyłam w bibliotece "Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk. Uznałam, że to najwyższy czas sięgnąć po kolejną książkę noblistki. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam. Co prawda, Księgi Jakubowe to fikcja literacka, jednak w dużej mierze autorka oparła swoją opowieść na bogatej bibliografii związanej ze zjawiskiem frankizmu w Polsce. W książce naszkicowała rzeczywiste portrety osób, aspekty polityczne, obyczajowe i religijne. Przestudiowała archiwalne rejestry zgonów, ślubów i narodzin, znajdując w nich bohaterów swojej książki. 
Natknęłam się na wątek związany z Leżajskiem. Zastanawiam się, czy wplotła go z własnej fantazji, czy może znalazła informacje w dokumentach, które pieczołowicie studiowała.
"Karol Radziwiłł wydał rozporządzenie, by Żydzi chrześcijan do siebie na służbę nie brali. I zakazywało się raz na zawsze wszelkich małżeństw mieszanych. Dlatego były wielkie skandale, gdy w 1816 lub 1717 okazało się, że dwie kobiety chrześcijanki przyjęły religie Żydów i przeniosły się do żydowskich kwartałów. Jedna to była już wdowa, córka jakiegoś popa Ochryda z Witebska, i ta z wielką zawziętością broniła swej konwersji i skruchy żadnej pokazać nie chciała. Druga zaś to była młodziutka dziewczyna z Leżajska, która z miłości przeszła na judaizm i podążyła za swoim ukochanym. I kiedy je obie złapano, to starszą kobietę spalono na stosie, a młodszą ścięto mieczem". (str 408).
***
Olga Tokarczuk bardzo plastycznie nakreśliła osiemnastowieczną epokę dawnej Polski. Rozmodlonych Żydów, ich biedę i religijność, zwyczaje, obyczaje, rozpustę. Życie szlacheckie, dostojników duchownych, chrześcijaństwo, judaizm i islam. Bieda i zatargi w wielokulturowej społeczności, upadek autorytetów religijnych wywołały powstawanie wśród Żydów różnych ruchów mesjanistycznych i mistycznych, głoszących rychłe nadejście Mesjasza.

Ze zdziwieniem, ale również wielkim zainteresowałam poznawałam dwór, jaki tworzył i stworzył wokół siebie Jakub Lejbowicz Frank (1726-1791), twórca antytalmudycznej sekty prochrześcijańskiej zwanej frankistami

Próbowałam wyobrazić sobie dwór cadyka Elimelecha z Leżajska. Dwór pewnie działał na podobnej zasadzie, różnił się jedynie doktryną, bo żydowski rabin Elimelech Weissblum (1717-1787) z Leżajska był jednym z pierwszych cadyków w historii judaizmu i jednym z pierwszych najwybitniejszych przedstawicieli chasydyzmu. 

Obaj żyli w tych samych czasach i na tym samym terenie Rzeczypospolitej, na Podolu, Wołyniu, w Galicji, na Litwie. Szkoda, że Olga Tokarczuk o Elimelechu nie wspomniała. 

Księgi Jakubowe - Cytaty:
"Gdyby ludzie czytali te same książki, żyliby w tym samym świecie. A są tacy, całe mnóstwo, co nie czytają wcale, ci mają umysł uśpiony, myśli proste, zwierzęce, jak owi chłopi o pustych oczach.
Gdyby on, ksiądz był królem, nakazałby jeden dzień pańszczyźniany na czytanie przeznaczyć, cały stan chłopski zagoniłby do ksiąg i od razu inaczej wyglądałaby Rzeczpospolita".
Urzekły mnie opisane rohatyńskie klimaty, żydowskie tradycje i obyczaje, ksiądz Benedykt Chmielowski, arystokracja.
"Trudno po tych łachmanach rozróżnić czy to bieda żydowska, czy cerkiewna, czy katolicka. Tak, bieda nie ma ani wiary, ani narodowości".
Podczas pobytu w Krakowie pod koniec stycznia 2021 zdecydowałam się kupić Księgi Jakubowe. 

Założyciele sekty frankistowskiej zostali ochrzczeni się w katedrze lwowskiej w 1759 r. Zmienili nazwisko, na polskobrzmiące, najczęściej przyjmując nazwisko osoby chrzestnej. Wkrótce przyjmowali tytuły szlacheckie, byli zamożni, wykształceni. Z czasem stali się ośrodkiem wokół którego tworzyła się warszawska inteligencja XIX w.

czwartek, 27 sierpnia 2020

Widzialna ciemność - William Golding

Złotówkę, słownie 1 zł dałam za "Widzialną ciemność", starą książkę, pierwsze polskie wydanie z 1986 roku nakładem Wydawnictwa Czytelnik. Trzy lata wcześniej w 1983 autor tej książki otrzymał Nagrodę Nobla za całokształt twórczości literackiej.  
William Golding nieżyjący już (zmarł w 1993 roku), najwybitniejszy współczesny pisarz angielski, 10 lat cieszył się Nagrodą Nobla. Był również laureatem Nagrody Bookera w 1980, najbardziej znany z powieści "Władca much". Jego dorobek doceniła brytyjska Królowa Elżbieta II, która w 1988 pasowała Noblistę na rycerza i nadała mu tytuł szlachecki

Widzialna ciemność (tytuł oryginału ang. Darkness Visible) – to powieść o dwoistej naturze ludzkiej, walce dobra ze złem we współczesnym świecie pełnym zagrożeń cywilizacyjnych, gdzie problem nie leży w świecie zewnętrznym, ale w psychice każdego z bohaterów opisanych przez autora.

Powieść składa się z trzech części ("Matty", "Sophy", "Sam na sam"). 
Rozpoczyna się opisem pożaru Londynu wywołanego niemieckim atakiem rakietowym w czasie II wojny światowej. Z ognia wyłoniła się cudem ocalały z pożaru chłopiec Matty, o którego pochodzeniu nie było nic wiadomo (wziął się z ognia). Na twarzy pozostała mu na całe życie odrażająca dla otoczenia blizna, przez co jest wykluczony społecznie. 
Prześladują go trzy pytania: Kim jestem, czym jestem i po co jestem. 
Ucieczkę od codzienności znajduje w Biblii, gdzie odnajduje własną tożsamość i sens istnienia.


sobota, 15 sierpnia 2020

Ostatni Mazur. Opowieść o wojnie, namiętności i stracie. Andrew Tarnowski

Andrew Tarnowski ur. 1940 - brytyjski dziennikarz polskiego pochodzenia, jego rodzice wyemigrowali z Polski w czasie II wojny światowej. Studiował historię na uniwersytecie oksfordzkim. Przez trzydzieści lat był korespondentem Agencji Reutera. 
"Ostatni Mazur. Opowieść o wojnie, namiętności i stracie", a tytuł oryginału 
"The Last Mazurka. A Tale of War, Pasion and Loss". To jego pierwsza książka. Za jej opublikowanie został wykluczony ze Związku Rodu Tarnowskich. 
Dlaczego?

Andrew Tarnowski potomek rodu Tarnowskich wyrusza na poszukiwanie swoich korzeni. Nikogo przy tym nie wybiela, dąży do uchwycenia prawdy, czasem gorzkiej i niewygodnej. Pisze o burzliwych losach trzech pokoleń galicyjskiej arystokracji: o powrocie do rodzinnych majątków po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku i o późniejszej walce z plagą grabieży, o beztroskich latach spędzonych w stolicach kulturalnych świata i życiu w pustynnym kurzu obozów wojskowych - ale też o miłości, zdradzie i zemście. 
Bardzo gorąco polecam. 
Norman Davis napisał:
"Prawdziwa walka o życie i miłość w rozpadającym się świecie. Wspaniała książka napisana ze znakomitą precyzją. Najlepsza droga poznawania historii."
Cennym dodatkiem jest rozrysowane drzewo genealogiczne, podczas czytania często zaglądałam na dość czytelny graf.
Na tle dwóch wojen ubiegłego stulecia opisuje losy Rodziny i związanych z rodziną rodów Potockich, Tyszkiewiczów, Zamoyskich, Branickich , którzy rozproszyli się po całym świecie. Rozległe koneksje pomogły im przetrwać czas wojennego exodusu w Rumunii, Jugosławii, Egipcie i w Anglii. 

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Pamiętnik kościoła i klasztoru oo Bernardynów w Leżajsku - Czesław Bogdalski

"Pamiętnik kościoła i klasztoru oo Bernardynów w Leżajsku" - Czesława Bogdalskiego przedrukowałam sobie wiele lat temu z Rzeszowskie Biblioteki Cyfrowej. Korzystałam z niej często, wykorzystując wiedzę do moich blogów o Bazylice OO Bernardynów, o Leżajsku, bowiem o. Czesław Bogdalski w sposób kronikarski spisał ze starych aktów i kronik wiele cennych informacji dot. historii miasta, jego założenia, fundatorów, wydarzeń religijnych, historycznych Leżajska, historii klasztoru i in. wydarzeń pomyślnych i mniej pomyślnych dla Leżajska.
 
Kilka lat temu ukazał się reprint Pamiętników, nakładem Zakonu oo. Bernardynów, Kraków 1929, liczba stron: 191. Ku mojej uciesze dostałam tę książkę w prezencie. 
"Leżajsk to przemiły zakątek ojczysty, do którego przywarło tyle cudnych legend i powieści. Leżajsk to wreszcie jeden z najwspanialszych tronów, jakie sobie Maryja Królowa Korony Polskiej na tej ziemi założyła - to obok Jasnej Góry, Ostrej Bramy i Kalwarii Zebrzydowskiej najbardziej obfite złoże jej łask i nie policzonych cudów świadczonych narodowi naszemu. " - tak pisał w grudniu 1928 roku O. Czesław Bogdalski - przełożony (prezydent) Klasztoru. Został mianowany 7 grudnia 1880, bezpośrednio po pogrzebie o. Kornela Bryniarskiego, który przez 12 lat był gwardianem w Leżajsku.
Sporo możemy dowiedzieć się o budowniczych, fundatorach, artystach, o sztuce sakralnej. Także o pożarach, o dzwonach, o wojnach. O królach, którzy nadawali przywileje, założyli Leżajsk, odwiedzali spustoszone przez Tatarów miasto, którzy modlili się w Kaplicy Matki Bożej, składali wota dziękczynne po powrocie z wojen.
O szwedzkich, tatarskich, węgierskich najeźdźcach, którzy morowali mieszkańców, rabowali i palili leżajski klasztor. 
O kościele napisał m. in., że jest zaledwie o 3 metry krótszy od Kościoła Mariackiego.
Artysta malarz Stroiński został sprowadzony ze Lwowa, w 1752 roku pokrył świątynię wspaniałymi freskami.
Obraz Zwiastowanie NMP z ok. 1660 roku, to dzieło malarza bernardyńskiego o. Franciszka Lekszyckiego. Franciszek Lekszycki namalował obraz "Ostatnia Wieczerza" w Kościele Bernardynów w Krakowie.

O ludziach ...
   Jan Grabieński z pobliskiego Sokołowa złożył fundusz w klasztorze, aby wczesnym rankiem i wieczorem odgrywany był hejnał ku czci Matki Bożej. Po kilkuletniej przerwie w Nowy Rok 1881 zabrzmiał na powrót hejnał, który odtąd był regularnie odgrywany rano i wieczorem.

   W 1893 roku zamówiono w Norymberdze w Bawarii 3 000 większych obrazów Matki Bożej Leżajskiej, mniejszych obrazów 47,5 tysiąca, medalików z Matką Bożą z mosiądzu i niklu 10 000 oraz 100 medalików srebrnych. 
   Wspominam o tym, bowiem jest w Leżajsku pasjonat Rafał Ciryt, który część tych obrazków i medalików Matki Bożej sukcesywnie skupuje na giełdach staroci i ma już dość sporą kolekcję. 
   
   Polecam miłośnikom historii. Sporo informacji o I wojnie światowej. Książka jest podstawową literaturą cytowaną w różnego rodzaju rozprawach naukowych.

środa, 15 lipca 2020

Bitwa pod Grunwaldem - Jan Długosz

Dzisiaj, 15 lipca 2020 przypada 610. rocznica bitwy pod Grunwaldem, jednej z największych bitew w historii średniowiecznej Europy. Na polu walki starły się siły zakonu krzyżackiego pod dowództwem wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena oraz połączone siły polskie, litewsko-ruskie i smoleńskie pod dowództwem króla Polski Władysława Jagiełły. Bitwa rozpoczęła się, kiedy posłowie wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego przynieśli królowi Jagielle dwa nagie miecze, było to obraźliwe posłanie. Podobno król Jagiełło celowo opóźniał rozpoczęcie walki, aby lipcowe słońce osłabiło zakutych w ciężkie zbroje krzyżackich rycerzy, w tym czasie wojska polsko-litewskie schroniły się w cieniu leśnego boru.
Bitwa pod Grunwaldem okazała się totalną klęską dla Zakonu krzyżackiego, który już nigdy nie odbudował dawnej potęgi. Śmierć poniosło ok. 8 tysięcy osób po stronie zakonu i 2-3 tysiące po stronie polsko-litewskiej. W czasie walki zginął, m.in. Wielki Mistrz Zakonu.
Przebieg bitwy znamy dzięki kronikarzowi Janowi Długoszowi, który zebrał relacje uczestników tamtego zdarzenia i zapisał je w kronikach.
Książka "Bitwa Grunwaldzka" jest jednym z najbardziej znanych fragmentów "Roczników, czyli kronik sławnego Królestwa Polskiego" Jana Długosza. Zasłynęła dzięki szczegółowym, barwnym opisom postaci i zdarzeń, w których autor wykorzystał m.in. opowieści ojca i stryja Zbigniewa Oleśnickiego - uczestników bitwy. Długosz przedstawia w Kronikach przebieg bitwy od rozpoczęcia do zwycięskiego zakończenia.
Jak to dobrze, że mieliśmy takiego Długosza, który zapisał tę wielką zwycięską bitwę w kronikach. Motywował to tak:

Długosz ubolewał, że tylu mężów wysoko ozdobionych nauką i dowcipem milczało, że wielu spraw i dziejów polskich, godnych wiadomości, które dla braku piszących niepamięć pokryła. Niedostatecznie mamy opisane, albo dawnością czasu zatarte, a więcej przez obcych, niżeli przez naszych pisarzy skreślone.
Pamięć ludzka i co ręce przekazują potomnym, zaciera się stopniami i ledwo życia jednego człowieka przetrwać może: lecz to co w księgach jest zapisane, to pozostaje na zawsze i niełatwo ulega zniszczeniu.
Gdy u innych narodów dzieje, piórem dziejopisów rozsławione, głośnymi się stały w świecie, u Polaków przeciwnie, dla braku piszących. sprawy wielkie i znakomite, czyny przeważnie królów i rządców, mężów dzielnych i bohaterów, przygody rozmaitych krajów części, żadnym nie objaśniono piórem, zalegają w cieniu zapomnienia i w wiecznej nikną pomroce: które, gdyby dziejopisowie nie oszczędzali pracy, za ich świadectwem miałyby sławę nieśmiertelną.
Polacy w ciągu tylu wieków niewielu mieli dziejopisów, mała liczba królów, książąt i innych bohaterów polskich uzyskała czynów swoich pomniki w dziejach; niektórych sława zstąpiła razem z nimi do grobu i zgasła na wieki. Przez niedbałość i gnuśność pisarzy z jasnego świecznika chwały strącone w cień ukrycia i nikczemności, zwiędły i zamarły, nie rozsławione jak należało, ani opowiedziane dokładnie.
Królowi Władysławowi Jagielle zależało na rozsławieniu zwycięstwa.
Długosz opisuje:
(...) Kiedy spisywano jeńców, Władysław, król Polski, siadłszy na konia, wyjechał z bratem swoim, wielkim księciem litewskim Aleksandrem na pobojowisko dla przypatrzenia się poległym. Wrócił wieczorem do obozu, skąd umyślnego gońca do królestwa polskiego z listami wyprawił, donosząc swojej żonie Annie królowej, tudzież arcybiskupowi, panom strzegącym zamku krakowskiego, akademii i rajcom miasta Krakowa, o wielkiej Krzyżaków porażce i odniesionym nad nimi walnym zwycięstwie i nakazując z tego powodu dziękczynne nabożeństwa po wszystkich kościołach. Wysłaniec z rozkazu króla wziął ze sobą chorągiew, gdy przybył do Krakowa i oznajmił o wielkim zwycięstwie, całe miasto z radością zabrzmiało po kościołach pieśniami na chwałę Boga, a przez całą noc błyszczały światła, okazując powszechną radość i pociechę. Huknął potem rozgłos tego zwycięstwa po wszystkich ziemiach polskich i w każdym mieście, w każdej wsi i miasteczku głoszono z uniesieniem i obchodzono ten świetny triumf, a w nim własną i powszechną kraju pomyślność.  
Jagiełło do Krakowa wrócił dopiero po 16 miesiącach. W dniu 25 listopada 1411 roku Jagiełło wyruszył pieszo z Niepołomic i szedł przez Wieliczkę i Kazimierz, otoczony wyższym duchowieństwem i rycerstwem. Przed procesją niesiono zdobyte pod Grunwaldem krzyżackie chorągwie. Na Kazimierzu wstępowano po drodze do tamtejszych kościołów. Następnie zatrzymano się na dłużej na Skałce, aby oddać hołd św. Stanisławowi – patronowi Polski. Później orszak królewski udał się na Wawel, gdzie podczas uroczystości kościelnych zawieszono zdobyczne chorągwie wokół grobu św. Stanisława na ścianach nawy głównej katedry wawelskiej. Ceremonia ta zakończyła krakowskie uroczystości ku czci zwycięstwa, które dały początek tradycji obchodów grunwaldzkich.
Przez wieki Bitwa pod Grunwaldem była pierwszym polskim świętem narodowym, obchodzonym już od 1411 roku, niestety, zapomnianym po 1918.
***
Z tego źródła chętnie czerpali dziejopisarze i historycy kolejnych pokoleń oraz artyści tej miary, co Jan Matejko - Grunwald, Wojciech Kossak, Juliusz Słowacki - "Zawisza Czarny", Henryk Sienkiewicz "Krzyżacy" i Ignacy Kraszewski w powieści "Krzyżacy w r. 1410". Jerzy Nowosielski.
Także pasjonaci genealogii oraz rekonstruktorzy bitwy pod Grunwaldem.
***

"Praojcom na chwałę, braciom na otuchę".
15 lipca 1910 roku w Krakowie, w 500 rocznicę bitwy pod Grunwaldem odsłonięty został Pomnik Grunwaldzki.
Uroczystość ta stała się wielką manifestacją patriotyczną, udział wzięło ok. 150 tys. gości m. in. prezydent Krakowa Juliusz Leo. Po raz pierwszy wykonano publicznie "Rotę" Marii Konopnickiej z melodią Feliksa Nowowiejskiego.
Poniżej figury Władysława Jagiełły - Wielki książę litewski Witold stoi nad pokonanym wielkim mistrzem zakonu krzyżackiego Ulrichem von Jungingenem.
Pomnik Grunwaldzki sfinansowany przez Ignacego Paderewskiego, został zniszczony w czasie II wojny światowej, na przełomie lat 1939/40. Zrekonstruowany w 1976 roku staraniem prof. Wiktora Zina, autora projektu architektonicznego pomnika. Pomnik stoi na Placu Matejki. Osobiście widziałam, jak helikopterem transportowano na linach posąg Władysława Jagiełły na koniu. Kiedy instalowano go na cokole, w Krakowie bił dzwon Zygmunta.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...