niedziela, 6 listopada 2011

Wspólna miska

Spędziłam dzisiejszą niedzielę z dziećmi na działce. Pogoda sprzyjała. Z wielkim apetytem pożerałam sałatką z kurczaka, przygotowaną zamiast obiadu, kiedy mój rozbawiony synuś, ze śmiechem na ustach obwieścił mi, żebym jej nie jadła, bo przed chwilą z tej miski  jadły koty. O rany! Mam nadzieję, że się nie rozchoruję.
Koty nie moje, bezpańskie, dzikie, mieszkające na ogródkach działkowych. Widocznie bardzo zgłodniały, skoro nie bały się podejść na naszą posesję i bezczelnie zeżarły mi obiad.
A ja dziwiłam się, że tak chętnie lgną do obcych i łaszą do nogi. Najwyraźniej sałatka bardzo im smakowała i  po sutym posiłku chciały okazać nam wdzięczność.
No cóż, to by potwierdzało teorię, że pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł i jedzeniu ze wspólnej miski.

czwartek, 20 października 2011

Stosowanie płodozmianu

Stosowanie w nowoczesnym rolnictwie uprawy monokultur bez tradycyjnego płodozmianu, oszczędnościowe systemy uprawy (minimum tillage system) oraz jednostopniowy zbiór plonów skutkuje wzrostem porażenia upraw rolniczych przez patogeny. 
To cytat z naukowej literatury o patogenach grzybowych atakujących uprawy rolnicze na świecie. Są one przyczyną olbrzymich strat gospodarczych, które wynikają z wysokiej patogenności i toksynotwórczości. [Kobras M., Horoszkiewicz -Janka J.: Znaczenie i możliwości ograniczenia szkodliwych metabolitów pochodzenia grzybowego. Progr. Plant Protect. 47, 141-148  2007].
Bardzo mi pasuje ten rolniczy cytat do świata rządzących polityków, urzędników i innych decydentów
Chociaż patomechanizm chorób 'popełnianych' w świecie polityków identyczny jak świecie zwierząt, roślin, to już diagnostyka umożliwiająca wykrycie patogenu, profilaktyka i metody zapobiegania, zwalczania są trudniejsze.
Dobrze, że na salony polityczne wprowadzone zostaną nowe osoby.  Może uda im się chociaż trochę uzdrowić nasze chore przepisy. Być może mają świeższe spojrzenie na problemy naszego świata i zechcą naprawić system chorych systemów funkcjonujących w naszym państwie. 
Być może. 
Bo całkiem możliwe, że wnikając w środowisko polityków chorych na władzę, odizolowanych dość hermetycznie od świata przeciętnego Kowalskiego, zarażą się  od nich politycznymi patogenami. Bo władza to choroba wysoce zakaźnia. 

środa, 31 sierpnia 2011

Marketing polityków za moje pieniądze. Nie podoba mi się

Parlamentarzyści poprzez powoływanie komisji sejmowych ds. różnych, a to nacisków, a to afery gruntowej, a to hazardowej - wymyślili sobie niezły piar.
Pomysł znakomity.
Polacy mieliby poznać funkcjonujące mechanizmy i tryby afer wśród skorumpowanych polityków.
Telewizja transmitowałaby na antenie obrady sejmowe pokazując walczących w słusznej sprawie polityków.
Ludzie mieliby igrzyska, a politykom by rosły – słupki sondażowe. 

Ważne tylko, żeby długo i widowiskowo!
Serwowane Polakom widowiska z obrad komisji są i owszem – widowiskowe. Sama niejednokrotnie z wypiekami na twarzy godzinami śledziłam zaciekłe dyskusje w komisjach sejmowych. 

Jestem za powoływaniem komisji sejmowych.
Uważam jednak, że promowanie
merytorycznej działalności i kompetencji   rządzących polityków poprzez wytykanie nieuczciwych, niekompetentnych, niejednokrotnie związanych ze światem przestępczym ludzi z opozycji  - to pomysł marketingowców. 
 Widać to zwłaszcza teraz na kilka tygodni przed wyborami.
Ekipy od PR nagle przypominają sobie o komisjach ds różnych. 
Sprytnie wykalkulowały, że dadzą one lepsze żniwo, niż jakieś tam plakaty czy bilbordy. 
Komisje stały sie tanim chwytem marketingowym. 

Szkoda tylko, że za moje pieniądze. 
Szkoda tylko, że tak łatwo udaje się im nas wkrecać. 
Szkoda tylko, że tolerujemy  taką sztukę manipulacji.

piątek, 8 lipca 2011

Biorytmy na kłamią - Odcięli mi prąd

Wkurzyłam się dzisiaj okropnie. Zażartowałam nawet, że muszę sprawdzić swoje biorytmy, bo moje rozdrażnienie, złość i płacz wskazują na to, że jestem na niżu, albo mam krytyczne dni. Na ogół wcale nie muszę sprawdzać swoich biorytmów, aby wiedzieć w jakiej fazie znajduję się w danej chwili. Doskonale wiem, że mój nastrój zależy od zdrowia, kłopotów i innych czynników wpływających na moje fazy emocjonalną, fizyczną i intelektualną.
Według hipotezy Fliessa, uchodzącego za twórcę okresowej teorii biorytmów - biologiczny rytm człowieka podporządkowany jest ściśle określonemu wzorcowi: po okresie aktywnym następuje okres bierności, w którym odradza się energia życiowa. Według tej teorii, cykl sprawności fizycznej powinien trwać 23 dni, a cykl stanu emocjonalnego - 28 dni.
Swoboda, który opisał tę teorię, dodatkowo opisuje w niej spontaniczne, okresowe powracanie myśli w okresach 18 godzin, 23 godzin i 23 dni. Już po śmierci Fliessa zwolennicy biorytmów dodali cykl sprawności intelektualnej o długości 33 dni.
Wszystko to prawda, przynajmniej w moim przypadku. Mogłabym być doskonałym królikiem doświadczalnym dla Fliessa czy Swobody.
Mogłabym służyć przykładami z własnego podwórka, podając kiedy jestem w dołku, kiedy dopada mnie wena, kiedy chce mi się śpiewać, a kiedy płakać.
I tak na przykład dzisiaj. Od rana łzy same cisną mi się do oczu. W gardle ściska, myśli kotłują się nad sensem życia.
A wszystko przez to, że odcięli mi prąd.
Kilka lat temu upoważniłam firmę energetyczną, do pobierania należności za prąd z mojego ROR –owskiego konta. Od wielu, wielu lat nie mam z tym problemu i nie zawracam sobie głowy opłatami.
Aż do wczoraj.
Po powrocie z pracy, kiedy chciałam włączyć TV okazało się, że w mieszkaniu nie ma prądu. Lodówka nie chłodzi, czajnik elektryczny bezużyteczny, telefon nie łączy, radio nie gra, nie mogę naładować baterii do aparatu fotograficznego, nici z komputera, nici z Internetu.
Sprawdziłam bezpieczniki, były OK, zadzwoniłam pod nr 991 na Pogotowie Energetyczne, obiecali sprawdzić. Czekałam do zmierzchu wyglądając co chwilę przez okno w nadziei, że ujrzę ekipę elektryków przybywających mi z pomocą. Po kilku godzinach bezskutecznego oczekiwania, zadzwoniłam ponownie.
Odcięli mi prąd, bo nie miałam opłaconej jednej faktury. Muszę spłacić dług, osobiście przyjść do zakładu energetycznego, przynieść do biura dowód wpłaty, złożyć podanie, następnie opłacić 91 zł w banku dodatkowo za ponowny przyłącz prądu, przynieść do biura kwit z banku - dowód wpłaty i czekać aż ekipa znajdzie czas – usłyszałam w słuchawce telefonicznej.
To prawda, nie miałam przez jakiś czas pieniędzy na koncie, widocznie w tym okresie zakład energetyczny wysłał polecenie zapłaty za prąd. O tym, że nie zrealizowano polecenia zapłaty z braku środków zostałam powiadomiona.
Liczyłam jednak, że skoro firma ma moje stałe zlecenie na pobieranie z konta ROR należności za usługi, to sobie bez problemu ściągną zaległą kasę z mojego konta, chociażby doliczając zaległy dług do kolejnego rachunku. Nic by się też nie stało, gdyby ktoś przypomniał mi o zaległościach, chociażby telefonicznie.
Ale żeby tak od razu odcinać prąd?
Kiedy osobiście zgłosiłam się dzisiaj do biura i wyjaśniłam, że jeszcze wczoraj uregulowałam należności, kazano mi iść do banku z wystawioną fakturą i blankietem na kwotę 91 zł, by dokonać wpłaty za ponowne podłączenie prądu.
Na pytanie kiedy mi podłączą prąd?
Wkrótce – odpowiedział urzędnik
Jednocześnie usłyszałam od klienta stojącego obok, żebym tak się nie cieszyła, bo on czeka już 2 tygodnie na ponowny przyłącz. Odciąć to oni szybko umieją, ale do ponownego przyłączenia potrzebują wykwalifikowanych pracowników, a takich im brak.
Wkurzyłam się okropnie.
Użyłam takich argumentów, że mam taką cichą nadzieję, że kiedy wrócę z pracy do domu, okaże się, że znowu będę miała okno na świat, bo będę miała prąd!!!

Mój biorytm wskazuje na krytyczny dzień fazy fizycznej, ostrzega mnie, że mam być ostrożna! Dobrze mówić. Sytuacja stresowa podniosła mi ciśnienie. 165/110. Bagatela! 
Biorytmy nie kłamią. Tylko jak je interpretować. 
Czy chce mi się płakać, z bezsilności, bo odcięli mi prąd?
Czy chce mi się płakać, bo jestem w takiej fazie, że nawet najmniejsze kłopociki mogą mnie rozdrażnić, a co dopiero myśl, że czeka mnie weekend w egipskich ciemnościach.
Mój pierwszy biorytm

Linki powiązane:

czwartek, 30 czerwca 2011

Pośmiejcie się razem ze mną

Kto nie ma wpływów ten nie znajdzie nawet psa, który by go obszczekał
              - Niccolò Machiavelli komedia z 1518 roku 'Mandragora'

Machiavelli uważał, że biedny, czyli ten, który nie pochodzi z możnego rodu, nie może być wybrany na wysoki urząd publiczny, ani wzbogacić się na interesach.
O wszystkim decydowały powinowactwa i przyjaźnie. Kto ich nie miał, musiał godzić się z losem i pozostawać na uboczu, choćby był zdolny i wykształcony. 

Na urząd publiczny łatwiej się załapać po ukończeniu kursu z marketingu, który uczy sztuki manipulacji. 
Łatwiej o pracę osobom z dobrą prezencją. Markowe ciuchy, zgrabne nogi wystarczą, by zauroczyć pracodawcę. A to, że niejednokrotnie w głowie pusto... ! 
Jakie to ma znaczenie! 

wtorek, 17 maja 2011

Gust mamy w genach

Czy taka Trinny i Susannah mają prawo wyłapywać i oceniać niegustownie ubrane osoby?
Zaskoczyło mnie ich zdziwienie, kiedy jedna z bohaterek programu, mężatka, bardzo nieciekawie ubierająca się, wyznała, że od sześciu lat ma romans. Najwyraźniej nie potrzebowała stroić się w piórka, aby ktoś dostrzegł jej inne walory.
Ostatecznie za gust i poczucie własnej estetyki odpowiadają nasze geny i to one determinują nasze poczucie piękna czy brzydoty.
Dzięki 2 genom potrafimy odpowiednio reagować na widok obrazów Picassa, dzieł Rembrandta, Leonarda da Vinci czy częściej obecnego w naszym otoczeniu kiczu.
Dzięki tym 2 genom podgłaśniamy lub ściszamy radio, gdy słyszymy preludium Chopina czy ludową kapelę śpiewającą ‘Wszystkie rybki śpią w jeziorze’.
Także dzięki tym 2 genom reagujemy emocjonalnie na widok ładnie ubranej laski, ale też faceta w skarpetkach i sandałach. Tylko czy to nasze, wręcz oburzenie na skarpetki i sandały to reakcja naszej wrażliwości, naszego gustu i estetyki, czy reakcja wykreowana przez stylistów krytykujących taki sposób ubierania się.
A więc geny czy kreatorzy mody?
Jak ocenić ludzi, którzy nie poddają się trendom mody, wolą wygodę, cenią praktyczność i nie obchodzą ich styliści czy zdania zapraszanych do programu gości p. Jolanty Kwaśniewskiej, którzy ‘wręcz nie wyobrażają sobie … wielu rzeczy’. Oh! Jakie to straszne!
A ja nie zakładam szpilek tylko dlatego, żeby przypodobać się komuś lub nie narazić na krytykę uzurpujących się za znawców mody.
Ludzie bez własnego stylu starają się żyć pod publiczkę, często wolą mieć niż być. Wybierają markę samochodu, by zaimponować sąsiadowi czy kolegom z pracy. Wydają znaczne sumy na ciuchy i kosmetyki, często ze skromnego budżetu, ale już na książkę szkoda im pieniędzy.
Przeczytałam bardzo interesujący artykuł w Newsweeku ‘Gust mamy w genach’ – Jolanty Chyłkiewicz.
Okazuje się, że dzięki 2 genom pewne struktury w mózgu uaktywniają się przekazując impulsy do innej struktury mózgowej – ośrodka piękna, intelektu i pamięci, a wydzielana dopomina sprawia nam pewne doznania: przyjemne lub nieprzyjemne, poczucie radości, wenę twórczą, inspirację do wielu działań zarówno pozytywnych jak i destrukcyjnych.
To tłumaczy, dlaczego odwracamy wzrok na widok makabrycznego wypadku, a oglądamy się za seksowną laską. Dlaczego wybieramy formę odpoczynku nad brzegiem pięknego jeziora z widokiem na zaśnieżone góry, a nie w pobliżu wysypiska śmieci.
Mózg, geny, dopamina. Ładujemy akumulatory pozytywnie wywoływanymi emocjami. To nas inspiruje do twórczego pisania, malowania, komponowania czy rzeźbienia. 

sobota, 14 maja 2011

PKiN czyli Pakt Kultury i Nauki

Zobaczyć coś raz na własne oczy, znaczy tysiąc razy więcej niż o tym poczytać. Stworzyć coś samemu znaczy więcej, niż zobaczyć i podziwiać cudze dzieło.
Sfera kultury, sztuki i nauki ma istotny wpływ na rozwój duchowy i materialny społeczeństwa, na zwiększenie motywacji do pracy, na kreatywność, na pomysł na życie, a to przekłada się na rozwój gospodarczy kraju.
Duża w tym rola państwa, który powinien sprawować mecenat na tymi dziedzinami. Państwu powinno zależeć na uruchomieniu pewnych przejrzystych i klarownych mechanizmów nadających reguły i kierunek rozwoju świata kultury. Istnieją różne formy obcowania z kulturą. Sfera kultury powinna składa się z wielu subkultur, tak, aby nasze zróżnicowane społeczeństwo w zależności od zainteresowań, mogło znaleźć coś dla siebie interesującego. Mecenat państwa powinien finansować kreatywną sztukę, kulturę, ale tę z dużej półki, tzw. Kulturę przez duże K, tak, aby polskie społeczeństwo nie było wychowywane głównie na telewizyjnych serialach.

Nie chciałabym, aby w małomiasteczkowych społecznościach, z dala od centralnych ośrodków kultury dominowały imprezy, na których głównym punktem programu jest jakiś zaproszony zespół muzyczny i sztuczne ognie na zakończenie imprezy.
Tego typu imprezy organizowane przez władze miasta królują nie dlatego, że władze mają taki gust, ale, że nie wymagają nakładu sił własnych. A to, że sporo kosztują, to co z tego. Przecież to nie z ich własnych kieszeni są finansowane.
Na czym miałby polegać mecenat państwa nad kulturą?
Moim zdaniem priorytetem powinno być wspieranie mechanizmów zachęcających wyszukiwanie młodych talentów z różnych środowisk, umożliwianie im edukacji poprzez finansowanie nauki, kursów, warsztatów twórczych. Zwiększone nakłady na edukację zwiększa świadomość społeczeństwa na potrzeby duchowe, materialne, na kreatywność, na budowanie prawdziwej demokracji. Wszelkiego typu pomoc w rozwój daje poczucie własnej wartości dla potencjału intelektualnego społeczeństwa.
 Priorytetem powinien być mecenat nad młodymi wykształconymi obywatelami w postaci zorganizowania im rynku pracy, tak, aby młodzi utalentowani nie musieli wyjeżdżać za granicę, aby nie pracowali na dochód narodowy innych krajów, ale by godnie mogli realizować się w swojej Ojczyźnie.
Ubolewam, że tak nie jest.  Przecież nie zajedziemy daleko, jeśli nasz potencjał intelektualny wyemigruje, a w kraju pozostanie tylko niewykwalifikowana tania siła robocza.
Mecenat państwa nad kulturą, to spełnienie testamentu Mickiewicza, który pragnął, aby kultura, sztuka i nauka trafiła pod strzechy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...