piątek, 21 marca 2014

Po prostu wiosna

Jedni dowiadują się o nadejściu wiosny z obserwacji astronomicznych. Kiedy w naszej szerokości geograficznej Słońce znajdzie się w punkcie Barana, rozpoczyna się wiosna. 
Taki astronomiczny zegar wiosenny zaczął tykać już wczoraj o godz. 17: 57.
Przyjmuje się, że kalendarzowa wiosna rozpoczyna się 21 marca. 

Jedni mówią jaskółki już przyleciały, wiosna idzie. Kwiatki w doniczkach stojące na parapecie przybierają żywszy odcień zieleni - wiosnę po prostu czują. Zwierzęta zrzucają sierść - wiosna idzie.
Każdy ma swój zegar biologiczny, który pobudza go do życia z pierwszym wiosennym promykiem Słońca.
Szczerze mówiąc mój biologiczny zegar zaczął wyznaczać wiosenną porę już jakieś trzy tygodnie temu. Jestem tego pewna, bo od co najmniej 3 tygodni budzę się dużo wcześniej i to kilkanaście minut przed budzikiem.

U naszych słowiańskich sąsiadów pierwszy dzień wiosny rozpoczynał się 25 kwietnia i był związany z kultem Świętego Jerzego. Ponieważ był on ulubioną postacią ludu, jego kult od V wieku zaczęto wiązać z dniem 23 kwietnia.
Nie ma znaczenia czy astronomiczna czy kalendarzowa, czy pierwszy dzień wiosny czy ostatni zimy. Ważne by kultywować staropolski zwyczaj, a takim jest obrzęd topienia Marzanny.

Jest symbolem wiosny czy zimy, kultywowaniem obrzędów, przesądów, pogańskich obyczajów czy radości z życia?

A co jest wg ciebie symbolem wiosny? 

Zobacz też co jest symbolem przesilenia letniego, czyli astronomicznego lata:


środa, 19 lutego 2014

Żyj życiem własnym

Nie dość, że życie tak ogólnie daje mi w dupę, to jeszcze dodatkowo irytuje mnie telewizja. Już palce mnie bolą od pilota i przeskakiwania po kanałach. 

Ilekroć chciałoby się oglądnąć w TV coś ambitniejszego, albo nawet coś lżejszego, tak dla relaksu, tylekroć natykam się na wypadki samochodowe, gęby pedofilii i innych zboczeńców.

Ileż można? Kto to ogląda? Czy naprawdę ludzie bez przerwy wgapiają się telewizor, gdy leci Brevik, Mariusz T. czy ksiądz z zasłoniętą twarzą? Czy naprawdę ludzie żyją życiem Katarzyny i losem jej córki Madzi?

Wcześniej media karmiły nas losem Fritzla, a teraz bez przerwy jak nie Madzia, to Mariusz T., to znowu jakiś pedofil, przypominając mi jednocześnie, że to ja, z mojej własnej kieszeni będę opłacała ‘pilnowaczy’ chroniących życie degeneratów. Z mojej marnej pensji. Czy ktoś się mnie pytał o zgodę?


Żyj życiem własnym. Przełącz kanał TV, kiedy w mediach pokażą ci podejrzane gęby! Bojkotujcie programy, które bandziorów kreują na bohaterów rozpoznawalnych bardziej niż ich ofiary.

piątek, 14 lutego 2014

Od Twojego Walentego

Dostałam do porannej kawy Walentynkę w kształcie serduszka, słodkie ciasteczko własnoręcznie przez koleżankę upieczone.  
Serduszko - symbol wymowny, ale absolutnie nie oznaczający, że ten ktoś mnie kocha. Obdarowanie takim serduszkiem w Dniu 14 lutego trzeba traktować równie symbolicznie, bo to powinien być dzień tolerancji, akceptacji miłości i przyjaźni, a nawet wyciągnięcia na zgodę ręki. 

Być zakochanym i umrzeć w imię tej miłości, 
a szanować zakochanych i poświęcić się dla nich 
w imię ich miłości to szalona różnica.

Walentynki to wcale nie tylko anglosaskie święto.  

Poczytaj, skąd to święto się wywodzi:

niedziela, 19 stycznia 2014

Studniówka - wspomnień czar

Rozpoczął się czas studniówek, a to oznacza, że zaczyna się pora odliczania dni do matury.
Mój bal studniówkowy odbył się w lutym 1973 roku. To już ponad cztery dekady temu. Pora na refleksje. 
Śledząc zwyczaje studniówkowe można odnieść wrażenie, że w dzisiejszych czasach studniówki organizowane są z rozmachem i przypominają niekiedy wesela. To samo robi się z przyjęciami pierwszokomunijnymi. To istne szaleństwo wydawać mnóstwo kasy na stroje, fryzury, wizyty u kosmetyczki, zastawienie stołów wymyślnymi potrawami, wynajmowanie drogich lokali, a nawet limuzyn.

Za moich czasów tak nie było.

Zabawę zorganizowano nam w hali sportowej na Placu Szkolnym. Budynek należał wówczas do liceum. W tej sportowej hali odbywały się zajęcia z WF, akademie okolicznościowe, studniówki i matury. Popołudniami odbywały się treningi z siatkówki członków klubu sportowego, do którego należała moja siostra Irusia. W soboty i niedziele odbywały się mecze siatkówki.
Pierwsze wspomnienia, jakie kojarzą mi się ze studniówką, to mój polonez z dyrektorem liceum Czesławem Lorencem. 
Przygotowania trwały od dawna, ale jakoś dziwnym trafem nikt nie pomyślał o polonezie, a przecież tradycyjnie każda studniówka rozpoczyna się polskim narodowym tańcem, jakim jest polonez. 
Panika, nerwowa atmosfera, co robić?
Trzeba przecież poprosić dyrektora, aby poprowadził korowód. Tylko z kim? Nie było chętnych. Odważnie podjęłam męską decyzję i oświadczyłam, że ostatecznie mogę z dyrektorem wystąpić w pierwszej parze. W końcu kiedyś tańczyłam w zespole ludowym i to pod kierunkiem Danuty Dańczakowej. 
Polonez czy polka, kujawiak czy oberek to dla mnie bułka z masłem. Przedstawiłam dyrektorowi krótki plan, kto z kim i jak ma tańczyć i że to my razem, w pierwszej parze poprowadzimy poloneza. Dyrektor mnie nie uczył, nie musiałam się go bać, zupełnie na luzie ustawiłam się do tańca.
Problem się niestety pojawił szybciej, niż się tego spodziewałam. Już przy stawianiu pierwszych kroków nie mogłam nadążyć za 7-milowymi krokami stawianymi przez dyrektora. On był wysokim mężczyzną, a ja kurduplem, on stawiał długie kroki, a ja chcąc mu dorównać, dreptałam szybciutko. Na dodatek miałam wąską długą spódnicę, która utrudniała mi stawianie dostatecznie długich kroków. Szybko przejęłam inicjatywę, dyrygowałam wydając głośno polecenia. Mniejsze kroki, para w prawo, para w lewo, teraz robimy mostek, kółeczko teraz. Pan dyrektor posłusznie dostosowywał się do moich poleceń. Jak na improwizację poszło nam nieźle.

Byłam dumna, zaliczyłam egzamin z asertywności czy kreatywności. Wszyscy byli szczęśliwi, rodzice płakali ze wzruszenia. W końcu to nasz narodowy taniec, przepełniony patosem, przypominający staroszlacheckie czasy.

Improwizowane układy choreograficzne, wyszły idealnie, mimo, że nikt z nas nie ćwiczył poloneza przed balem. Moje dzieci już na miesiąc przed studniówką trenowały układy taneczne i to pod okiem nauczyciela tańca. 
Na mojej studniówce obowiązywał strój skromny. Chłopcy obowiązkowo w garniturach, co w tamtych czasach nie było takie oczywiste. Garnitury, to był obciach. Nawet na najciekawsze imprezy chodziło się w dżinsach i podkoszulkach lub kraciastych flanelowych koszulach. 
Dla dziewcząt obowiązywały ciemne sukienki lub spódnice, białe bluzeczki.
Wystąpiłam w długiej spódnicy z czarnego aksamitu i białej bluzce. Spódnicę przerobiłam z Irusi studniówkowej kreacji, trzeba było ją znacznie skrócić, bo jestem od mojej siostry dużo niższa.
Dzisiejsze studniówki mają zupełnie inny wymiar. To raczej spełnienie marzeń rodziców, niż dzieci. Chcą, aby wejście w dorosłe życie ich pociech było pompatyczne. Wydaje im się, że im droższa suknia, biżuteria, lepszy lokal, tym lepsza zabawa. Nauczyciele bawią się oddzielnie, rodzice mają znikomy wkład w organizacje imprezy. A to według mnie nie jest najlepszy pomysł.

Na bal studniówkowy koniecznie trzeba iść z partnerem. Absolutnie nie wypada iść samemu. 
Problem mają ci, którzy partnera nie mają. 

Studniówka jest okazją, żeby sobie chłopaka czy dziewczynę poszukać, chociażby na ten jeden wieczór i tę jedną noc. Dzisiaj z pomocą przychodzą portale społecznościowe, chociaż wielce ryzykowny może okazać się partner z łapanki. Dla niektórych głównym kryterium doboru jest uroda i to taka, żeby koledzy pękali z zazdrości. Potem rozczarowanie, niesmak, żal i samotność przy stole.

Nie miałam z tym problemu, bo już od dwóch lat chodziłam z chłopakiem. Krępujące jednak dla mnie było bawić się pod ostrzałem nauczycieli i rodziców.

Jedyne miłe wspomnienie, jakie pozostało mi po tym balu, to taniec z profesorem Ryszardem Zemłą, moim nauczycielem od biologii. Profesor tańczy świetnie, a ja bardzo sobie cenię ludzi, którzy dobrze tańczą.

Szkoda, że na takich tancerzy tak rzadko trafiałam w moim życiu.

niedziela, 5 stycznia 2014

Święto Trzech Króli

W dzieciństwie spotykałam na drzwiach zapisany kredą symbol K+M+B + aktualny rok. Poprawny napis to C+M+B 2014 od łacińskiego "Christus Mansionem Benedicat" (czyli "Niech Chrystus błogosławi ten dom").
K+M+B to inicjały mędrców, magów, proroków, królów czy jak kto woli monarchów świata - Kacpra, Melchiora i Baltazara. Przybyli do Betlejem ze Wschodu, podążając za Gwiazdą Betlejemską.
Szopka Bożonarodzeniow w kościele w Kuryłówce
Kacper miał być czarnoskóry, najwyższy wzrostem i pochodził z Etiopii, Melchior miał być najniższego wzrostu i pochodził podobno z Nubii (Egipt), a Baltazar miał pochodzić z Azji Wschodniej.
Chcieli pokłonić się narodzonemu Jezusowi, w hołdzie złożyli Mu dary.


W Klasztorze OO Bernardynów w Leżajsku na ścianie nawy głównej, nad stallami piękna polichromia 'Pokłon trzech mędrców'.

Kacper ofiarował Jezusowi kadzidło - symbol boskości, Melchior złoto - symbol władzy królewskiej, a Baltazar mirrę używaną do balsamowania ciała.
Kadzidło i mirra to aromatyczne żywice z rzadkich drzew. 

Mirra to kolczasty krzew - balsamowiec mirra. Po nacięciu kory wycieka z niego żywiczny sok bogaty w olejki eteryczne. Taki zastygły sok wykorzystywany jest w medycynie, jako środek p/zapalny i dezynfekcyjny. Jest też składnikiem kadzidła używanego w obrzędach liturgicznych.  
Kadzidło to również żywiczne związki aromatyczne otrzymywane z drzewek i krzewów kadzidłowców. Żywica wyglądem przypomina bursztyn.  
Kadzidło wykorzystywane jest do celów leczniczych, ale trzeba pamiętać, że podczas spalania kadzidełek wydzielają się substancje rakotwórcze. 

Święto Trzech Króli obchodzone jest 6 stycznia. 
Jednym ta data kojarzy się ze świętem w kościele katolickim, prawosławnym (19 stycznia), ormiańskim i innych chrześcijańskich kościołach wschodnich. Innym kojarzy się z wolnym od pracy (przy czym święto to zostało zawieszone od 1960 do 2011 roku), a jeszcze innym z tradycją kolędowania przez kobiety tzw. Babską Kolędą
Od jakiegoś czasu bardzo modne są Orszaki Trzech Króli nawiązujące do polskiej tradycji i wartości chrześcijańskich. Taki Orszak to przemarsz ludności przebranych za króli, Świętą Rodzinę, aniołów, diabłów, króla Heroda oraz gwiazdora i turonia. Orszakowi towarzyszy liczna rzesza kolędników. 




Zobacz:

Freski i malowidła w Bazylice OO Bernardynów

wtorek, 24 grudnia 2013

Przy wigilijnym stole 2013

Serdecznie dziękuję Wszystkim za życzenia świąteczne i również życzę zdrowych, radosnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia!
Tegoroczna Wigilia Bożego Narodzenia była nieco skromniejsza, niż dotychczasowe. Przy wigilijnym stole łamaliśmy się opłatkiem w ścisłym gronie rodzinnym. 


W tym roku smakowaliśmy m. in. barszcz grzybowy z uszkami z prawdziwków, pierogi z kapustą. Po raz pierwszy przygotowałam gołąbki. W wigilijnym menu zamiast tradycyjnego karpia na naszym stole królował tradycyjnie już od kilku lat dorsz. 
Kiedyś przygotowywałam rybę w galarecie, rybę po grecku, rybę po żydowsku lub wymyślne potrawy z łososia, ale ponieważ najbardziej smakowała wszystkim ryba smażona, dlatego od kilku lat przygotowuję tylko panierowaną rybę. 
Jak opowiadała mi mama, przed wojną serwowano na kolację wigilijną ryby złowione w Sanie. Kupowano je od sąsiadów, którym udało się schwytać na wędkę suma czy jakąś inną rybę.
Ilość potraw tradycyjnie już na naszym stole to ok. 10 potraw. 
Obowiązkowo barszcz grzybowy lub czerwony, uszka z grzybami, krokiety z kapustą, 
Nie ma kapusty z grzybami, ani kaszy gryczanej z sosem grzybowym. Nie ma, bo takich potraw nikt nie chciał nawet skosztować. 
Dużym powodzeniem cieszą się desery owocowe. 
Dodatkową przyjemnością są rozmowy telefoniczne z rodziną świętującą z dala od nas, no i oczywiście prezenty pod choinkę. 
W naszym domu nie znany jest zwyczaj chowania rybiej łuski do portfela, zwyczaj, który podobno miałby zagwarantować, że nie zabraknie w rodzinie pieniędzy. 

Tort Imieninowo-Urodzinowy Tomka na świątecznym wigilijnym stole



Przy wigilijnym stole zagościł w moim domu prof. Stanisław Nicieja ze swoim III tomem 'Kresowej Atlantydy'. 

zobacz też:




niedziela, 24 listopada 2013

Światowy Dzień Pluszowego Misia

Pierwsza pluszowa przytulanka, gdyby przetrwała, świętowałaby dzisiaj swoje 109 lat. To nieprawda, że pluszowe misie sprawiają radość tylko małym dzieciom. Jak się okazuje, niektórzy dorośli mają je do dzisiaj - stanowią pamiątkę z beztroskich lat. W dzieciństwie nie miałam misia. Może dlatego, kiedy jestem już całkiem dorosła, kiedy tylko nadarzy mi się okazja kupuję je namiętnie. Mam całkiem sporą kolekcję. 


Moje miśki takie stare nie są, nawet nie mają tyle lat co ja, bo kupuję je dopiero od niedawna, od kilku lat, myślą o moich wnukach. Przyszłych wnukach. Póki co, moje pluszaki są tarmoszone przez cudze dzieciaki. Także przez mojego kota.




W moim albumie zachowały się zdjęcia sprzed 40 lat z pluszowym misiem w roli głównej. Dostałam go od mojego chłopaka. Duży, żółty misiek towarzyszył mi w akademiku przez cały okres studiów.







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...