sobota, 10 maja 2014

Maja mama kończy dzisiaj 90 lat

Piękny Jubileusz. Moja mama ma dzisiaj Urodziny! Kończy 90 lat!
Od kilku miesięcy wyczekiwała daty 10 maja. Czy doczeka? Czy warto tyle żyć? Po co? Ciągle zadawała nam pytania o sens długiego życia. Ale kiedy stuknęła jej dziewięćdziesiątka można było zobaczyć na jej pooranej zmarszczkami twarzy, że jest wzruszona i szczęśliwa. Odbierała telefony z życzeniami od bliskich, od sąsiadów i znajomych. Urodziła się w sobotę i jak zauważyła także w sobotę przypadły jej 90. urodziny.

Zastałam ją dzisiaj rozbeczaną, myślałam, że coś się stało, ale ona beczała po prostu ze wzruszenia, bo kurier dostarczył jej piękny duży bukiet kwiatów od kuzyna znad morza (mojego brata stryjecznego). Marian Stankiewicz nigdy dotychczas nie pamiętał o takich rocznicach. Dopiero od śmierci jego ojca Franciszka oraz mojego taty Antoniego relacje rodzinne uległy zacieśnieniu. Franciszek i Antoni byli braćmi. Obydwaj zmarli w 2012, zaledwie w ciągu 2 tygodni, jeden 22 marca, drugi 7 kwietnia.

Główne uroczystości Urodzinowe obchodziliśmy w gronie rodzinnym tydzień temu. Przyjechały 4 córki ze swoimi rodzinami, zięciami, wnukami i prawnukami. Był tort, były placki, był uroczysty obiad w restauracji. Był też szampan i tradycyjne '100 lat'.



Moja mama jest mi szczególnie droga, wiele jej zawdzięczam, zwłaszcza w poszukiwaniach genealogicznych, ma doskonałą pamięć i tę odległą i tę współczesną. Trochę się zacina, ale po lampce wina język jej się rozwiązuje i wtedy gada bez zająknięcia.

zobacz:
http://aord4.republika.pl/mama.htm

niedziela, 27 kwietnia 2014

Święty Jan Paweł II

No i mamy świętego!
27 kwietnia 2014 roku Papież Franciszek ogłosił Jana XXIII i Jana Pawła II świętymi. 
Z niecierpliwością wyczekiwałam na wygłoszenie formuły kanonizacyjnej przez papieża Franciszka. Muszę przyznać, że trochę obawiałam się incydentów. W uroczystościach kanonizacyjnych i mszy świętej poświęconej dwóm wielkim papieżom uczestniczyli przywódcy, politycy i monarchowie z całego świata. Wśród nich 24 głowy państw. W jednym miejscu tłumy wiernych, aż strach co by mogło się stać, gdyby komuś wpadło do głowy zepsuć uroczystości na Placu św. Piotra w Watykanie. Z Leżajska też wyjechała grupa pielgrzymów. Ja nie miałam takiej potrzeby, nigdy też nie uczestniczyłam w pielgrzymkach naszego papieża, który kilkakrotnie do Polski przyjeżdżał.
Chętnie natomiast oglądałam transmisję z uroczystości. Wspólnotowe przeżywanie wiernych wolę oglądać na ekranie telewizora, natomiast sama wolę w samotności przeżywać, nie ukrywając wzruszenia i łez.

Po trzykrotnym przedstawieniu Franciszkowi prośby o wpisanie obu papieży w poczet świętych ogłosił on uroczyście:

"Na chwałę Trójcy Przenajświętszej, dla wywyższenia katolickiej wiary i wzrostu chrześcijańskiego życia, na mocy władzy naszego Pana Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła, a także Naszej, po uprzednim dojrzałym namyśle, po licznych prośbach o pomoc Bożą i po wysłuchaniu opinii naszych Braci w biskupstwie orzekamy i ogłaszamy świętymi błogosławionych Jana XXIII i Jana Pawła II i wpisujemy ich w poczet świętych i polecamy, aby w całym Kościele byli oni czczeni z oddaniem pośród świętych. W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego".

Chyba nikt 35 lat temu, kiedy to 16 października 1978 roku, słysząc słynne 'Habemus papam - kardynalem Karol Wojtylanie przypuszczał, że Karol Wojtyła zostanie Świętym Ojcem Świętym.

Co dostałam w spadku od Jana Pawła II? 
Podziwiam Jana Pawła II za skromność, pogodę ducha i pokorę w cierpieniu.
Pokazał nam naszą narodową cechę - poczucie wspólnoty i umiejętność mobilizacji, zwłaszcza w sytuacjach zagrożenia. Pokazał nam jak kochać Ojczyznę i na czym polega patriotyzm. Jestem wdzięczna za skuteczny wkład w transformację systemu i wolność.
Najbardziej zapamiętałam przesłanie Jana Pawła II, abyśmy wnikali w tajemnicę Bożego Miłosierdzia, pochylając się nad biednymi, chorymi oraz starymi rodzicami. 

Co zrobimy z jego świętością i jak wykorzystamy przesłania, jakie niósł podczas swojej posługi papieskiej? Czas pokaże.

Obyśmy tylko nie próbowali wykorzystać znajomości ze Świętym Janem Pawłem II tylko do załatwienia nam łask u Najwyższego, obok którego nasz Święty zasiadł na niebiańskim fotelu.
Póki co trzeba będzie zweryfikować napisy na pomnikach Jana Pawła II dopisując 'Święty'. Również na pomniku w Leżajsku.




zobacz też:

Habemus papam. 13.03.13

niedziela, 20 kwietnia 2014

Przy wielkanocnym stole

Tegoroczne Święta Wielkanocne przebiegają nieoczekiwanie inaczej niż to zaplanowaliśmy. Miały być wesołe, radosne w iście świątecznej atmosferze. Tymczasem ... w ostatniej chwili organizowałam zakupy przedświąteczne, ciasto kupiłam gotowe w ciastkarni. Na szczęście to nie czasy, jak przed 89., kiedy to półki sklepowe świeciły pustką. Teraz można kupić wszystko czego tylko zapragniesz. 

Z koszyczkiem wypełnionym tradycyjnymi potrawami świątecznymi udaliśmy się w sobotę do naszej Bazyliki Leżajskiej.
Do wielkanocnego stołu zasiadłam w towarzystwie dzieci i mojej mamy. Mama lada dzień obchodzić będzie imponujące urodziny, 10 maja skończy 90 lat. Dzieląc się jajkiem składaliśmy jej życzenia przekroczenia magicznych stu lat. To wyjątkowa okazja do refleksji nad życiem, sensem życia i do wspominania tych, którzy byli nam bliscy, a już niestety odeszli. 

Z wielkim wzruszeniem, a nawet ze łzami w oczach wspominała mama swoich bliskich, których los rzucił poza Leżajsk, którzy wielokrotnie zasiadali wspólnie przy rodzinnym wielkanocnym stole. 




Mama wspominała również czasy młodości. Życzyła swoim wnukom szczęścia, zdrowia oraz ułożenia sobie życia godnego i pełnego miłości. To ważne, bo jak powiedział dr Harry Stach Sullivan:

Gdy zadowolenie, bezpieczeństwo i rozwój drugiej osoby staje się dla ciebie równie ważne, jak twoje własne zadowolenie, bezpieczeństwo i rozwój, wtedy jest to miłość.

Oznacza to, że gotów jesteś poświęcić własną wygodę, swój cenny czas, a nawet narazić swoje życie dla zadowolenia, rozwoju osobowości i dla bezpieczeństwa drugiej osoby. Takie poświęcenie może też dać „bohater” lub „masochista”. Ale on nie da ci miłości, on da ci tylko uczucie. Miłości nie można utożsamiać z uczuciem lub wzruszeniem. Uczucia są zmienne, wznoszą się ku górze lub opadają. Są niestałe, ale równie ważne, bo na nich opiera się miłość. A miłość powinna być stała, na dobre i na złe, w pogodę i niepogodę, w lecie i w zimie, w młodości i na starość, w zdrowiu i w chorobie, w szczęściu i nieszczęściu.

piątek, 21 marca 2014

Po prostu wiosna

Jedni dowiadują się o nadejściu wiosny z obserwacji astronomicznych. Kiedy w naszej szerokości geograficznej Słońce znajdzie się w punkcie Barana, rozpoczyna się wiosna. 
Taki astronomiczny zegar wiosenny zaczął tykać już wczoraj o godz. 17: 57.
Przyjmuje się, że kalendarzowa wiosna rozpoczyna się 21 marca. 

Jedni mówią jaskółki już przyleciały, wiosna idzie. Kwiatki w doniczkach stojące na parapecie przybierają żywszy odcień zieleni - wiosnę po prostu czują. Zwierzęta zrzucają sierść - wiosna idzie.
Każdy ma swój zegar biologiczny, który pobudza go do życia z pierwszym wiosennym promykiem Słońca.
Szczerze mówiąc mój biologiczny zegar zaczął wyznaczać wiosenną porę już jakieś trzy tygodnie temu. Jestem tego pewna, bo od co najmniej 3 tygodni budzę się dużo wcześniej i to kilkanaście minut przed budzikiem.

U naszych słowiańskich sąsiadów pierwszy dzień wiosny rozpoczynał się 25 kwietnia i był związany z kultem Świętego Jerzego. Ponieważ był on ulubioną postacią ludu, jego kult od V wieku zaczęto wiązać z dniem 23 kwietnia.
Nie ma znaczenia czy astronomiczna czy kalendarzowa, czy pierwszy dzień wiosny czy ostatni zimy. Ważne by kultywować staropolski zwyczaj, a takim jest obrzęd topienia Marzanny.

Jest symbolem wiosny czy zimy, kultywowaniem obrzędów, przesądów, pogańskich obyczajów czy radości z życia?

A co jest wg ciebie symbolem wiosny? 

Zobacz też co jest symbolem przesilenia letniego, czyli astronomicznego lata:


środa, 19 lutego 2014

Żyj życiem własnym

Nie dość, że życie tak ogólnie daje mi w dupę, to jeszcze dodatkowo irytuje mnie telewizja. Już palce mnie bolą od pilota i przeskakiwania po kanałach. 

Ilekroć chciałoby się oglądnąć w TV coś ambitniejszego, albo nawet coś lżejszego, tak dla relaksu, tylekroć natykam się na wypadki samochodowe, gęby pedofilii i innych zboczeńców.

Ileż można? Kto to ogląda? Czy naprawdę ludzie bez przerwy wgapiają się telewizor, gdy leci Brevik, Mariusz T. czy ksiądz z zasłoniętą twarzą? Czy naprawdę ludzie żyją życiem Katarzyny i losem jej córki Madzi?

Wcześniej media karmiły nas losem Fritzla, a teraz bez przerwy jak nie Madzia, to Mariusz T., to znowu jakiś pedofil, przypominając mi jednocześnie, że to ja, z mojej własnej kieszeni będę opłacała ‘pilnowaczy’ chroniących życie degeneratów. Z mojej marnej pensji. Czy ktoś się mnie pytał o zgodę?


Żyj życiem własnym. Przełącz kanał TV, kiedy w mediach pokażą ci podejrzane gęby! Bojkotujcie programy, które bandziorów kreują na bohaterów rozpoznawalnych bardziej niż ich ofiary.

piątek, 14 lutego 2014

Od Twojego Walentego

Dostałam do porannej kawy Walentynkę w kształcie serduszka, słodkie ciasteczko własnoręcznie przez koleżankę upieczone.  
Serduszko - symbol wymowny, ale absolutnie nie oznaczający, że ten ktoś mnie kocha. Obdarowanie takim serduszkiem w Dniu 14 lutego trzeba traktować równie symbolicznie, bo to powinien być dzień tolerancji, akceptacji miłości i przyjaźni, a nawet wyciągnięcia na zgodę ręki. 

Być zakochanym i umrzeć w imię tej miłości, 
a szanować zakochanych i poświęcić się dla nich 
w imię ich miłości to szalona różnica.

Walentynki to wcale nie tylko anglosaskie święto.  

Poczytaj, skąd to święto się wywodzi:

niedziela, 19 stycznia 2014

Studniówka - wspomnień czar

Rozpoczął się czas studniówek, a to oznacza, że zaczyna się pora odliczania dni do matury.
Mój bal studniówkowy odbył się w lutym 1973 roku. To już ponad cztery dekady temu. Pora na refleksje. 
Śledząc zwyczaje studniówkowe można odnieść wrażenie, że w dzisiejszych czasach studniówki organizowane są z rozmachem i przypominają niekiedy wesela. To samo robi się z przyjęciami pierwszokomunijnymi. To istne szaleństwo wydawać mnóstwo kasy na stroje, fryzury, wizyty u kosmetyczki, zastawienie stołów wymyślnymi potrawami, wynajmowanie drogich lokali, a nawet limuzyn.

Za moich czasów tak nie było.

Zabawę zorganizowano nam w hali sportowej na Placu Szkolnym. Budynek należał wówczas do liceum. W tej sportowej hali odbywały się zajęcia z WF, akademie okolicznościowe, studniówki i matury. Popołudniami odbywały się treningi z siatkówki członków klubu sportowego, do którego należała moja siostra Irusia. W soboty i niedziele odbywały się mecze siatkówki.
Pierwsze wspomnienia, jakie kojarzą mi się ze studniówką, to mój polonez z dyrektorem liceum Czesławem Lorencem. 
Przygotowania trwały od dawna, ale jakoś dziwnym trafem nikt nie pomyślał o polonezie, a przecież tradycyjnie każda studniówka rozpoczyna się polskim narodowym tańcem, jakim jest polonez. 
Panika, nerwowa atmosfera, co robić?
Trzeba przecież poprosić dyrektora, aby poprowadził korowód. Tylko z kim? Nie było chętnych. Odważnie podjęłam męską decyzję i oświadczyłam, że ostatecznie mogę z dyrektorem wystąpić w pierwszej parze. W końcu kiedyś tańczyłam w zespole ludowym i to pod kierunkiem Danuty Dańczakowej. 
Polonez czy polka, kujawiak czy oberek to dla mnie bułka z masłem. Przedstawiłam dyrektorowi krótki plan, kto z kim i jak ma tańczyć i że to my razem, w pierwszej parze poprowadzimy poloneza. Dyrektor mnie nie uczył, nie musiałam się go bać, zupełnie na luzie ustawiłam się do tańca.
Problem się niestety pojawił szybciej, niż się tego spodziewałam. Już przy stawianiu pierwszych kroków nie mogłam nadążyć za 7-milowymi krokami stawianymi przez dyrektora. On był wysokim mężczyzną, a ja kurduplem, on stawiał długie kroki, a ja chcąc mu dorównać, dreptałam szybciutko. Na dodatek miałam wąską długą spódnicę, która utrudniała mi stawianie dostatecznie długich kroków. Szybko przejęłam inicjatywę, dyrygowałam wydając głośno polecenia. Mniejsze kroki, para w prawo, para w lewo, teraz robimy mostek, kółeczko teraz. Pan dyrektor posłusznie dostosowywał się do moich poleceń. Jak na improwizację poszło nam nieźle.

Byłam dumna, zaliczyłam egzamin z asertywności czy kreatywności. Wszyscy byli szczęśliwi, rodzice płakali ze wzruszenia. W końcu to nasz narodowy taniec, przepełniony patosem, przypominający staroszlacheckie czasy.

Improwizowane układy choreograficzne, wyszły idealnie, mimo, że nikt z nas nie ćwiczył poloneza przed balem. Moje dzieci już na miesiąc przed studniówką trenowały układy taneczne i to pod okiem nauczyciela tańca. 
Na mojej studniówce obowiązywał strój skromny. Chłopcy obowiązkowo w garniturach, co w tamtych czasach nie było takie oczywiste. Garnitury, to był obciach. Nawet na najciekawsze imprezy chodziło się w dżinsach i podkoszulkach lub kraciastych flanelowych koszulach. 
Dla dziewcząt obowiązywały ciemne sukienki lub spódnice, białe bluzeczki.
Wystąpiłam w długiej spódnicy z czarnego aksamitu i białej bluzce. Spódnicę przerobiłam z Irusi studniówkowej kreacji, trzeba było ją znacznie skrócić, bo jestem od mojej siostry dużo niższa.
Dzisiejsze studniówki mają zupełnie inny wymiar. To raczej spełnienie marzeń rodziców, niż dzieci. Chcą, aby wejście w dorosłe życie ich pociech było pompatyczne. Wydaje im się, że im droższa suknia, biżuteria, lepszy lokal, tym lepsza zabawa. Nauczyciele bawią się oddzielnie, rodzice mają znikomy wkład w organizacje imprezy. A to według mnie nie jest najlepszy pomysł.

Na bal studniówkowy koniecznie trzeba iść z partnerem. Absolutnie nie wypada iść samemu. 
Problem mają ci, którzy partnera nie mają. 

Studniówka jest okazją, żeby sobie chłopaka czy dziewczynę poszukać, chociażby na ten jeden wieczór i tę jedną noc. Dzisiaj z pomocą przychodzą portale społecznościowe, chociaż wielce ryzykowny może okazać się partner z łapanki. Dla niektórych głównym kryterium doboru jest uroda i to taka, żeby koledzy pękali z zazdrości. Potem rozczarowanie, niesmak, żal i samotność przy stole.

Nie miałam z tym problemu, bo już od dwóch lat chodziłam z chłopakiem. Krępujące jednak dla mnie było bawić się pod ostrzałem nauczycieli i rodziców.

Jedyne miłe wspomnienie, jakie pozostało mi po tym balu, to taniec z profesorem Ryszardem Zemłą, moim nauczycielem od biologii. Profesor tańczy świetnie, a ja bardzo sobie cenię ludzi, którzy dobrze tańczą.

Szkoda, że na takich tancerzy tak rzadko trafiałam w moim życiu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...