sobota, 30 listopada 2019

Andrzejki w jesiennej szacie

Co prawda andrzejkowa noc wróżb minęła kilka godzin wcześniej, ale pierwsze płatki śniegu, jakie zobaczyłam w tym sezonie spowodowały, że złapałam za pióro i sięgnęłam po kartkę papieru. 
Rano świeciło cudownie Słońce, nic nie zapowiadało, że dzisiaj zacznie się w Leżajsku zima. Nic dziwnego, że pogoda niespodziewanie mnie zaskoczyła, gdy pojawiły się ołowiane chmury i lekko poprószyło białym puchem. Przez chwilkę.


"Andrzejki w jesiennej szacie"
Sobota, południe, koniec listopada
Krótka drzemka, jak zwykle ...
Wyjrzałam na balkon
Biała pajęczynka otuliła przestrzeń
Płatkami śniegu
Przyleciały świętować andrzejkowy wieczór?

Zatańczyły na wietrze, nie spadły na ziemię
Pozbawiły złudzeń,
Zniknęły z nadzieją, że pora założyć zimowe odzienie.

I pojawiło się Słońce
I wrony zakrakały głośno i radośnie,
Że to one powróżą w andrzejkowy wieczór
I trawa w promieniach Słońca
I szkarłatny ognik
Uśmiechnęły się do mnie
Widać, nie pora jeszcze na zimowy sen.
                                                                      Leżajsk, 30 listopada 2019

wtorek, 15 października 2019

Habemus papam - kardynalem Karol Wojtyla. 16.10.1978

16 października 1978 roku podczas ósmego głosowania konklawe wybrano nowego Papieża. Został nim 58-letni Polak - kardynał Karol Wojtyła. 
Przyjął imię Jan Paweł II. Na 111 głosów otrzymał aż 103 głosy poparcia.
Był on pierwszym od 1522 r. papieżem, który nie pochodził z Włoch. Ponadto był pierwszym w historii ,,słowiańskim papieżem''. 27 kwietnia 2014 roku Papież Franciszek ogłosił Jana XXIII i Jana Pawła II świętymi.
Kto z Was pamięta? Kto wówczas przypuszczał, że Karol Wojtyła zostanie Ojcem Świętym?
Ja doskonale pamiętam wydarzenie z 1978 roku. Pamiętam słowa 'Habemus papam - kardynalem Karol Wojtyla' wygłoszone 41 lat temu. 
13 października 1978, na dodatek w piątek, broniłam na Uniwersytecie Jagiellońskim pracę magisterską, dzień później w sobotę rozpoczęło się konklawe. Po obronie pojechałam do Leska. Nocami namiętnie słuchałam Radia Wolna Europa i śledziłam relacje z kolejnych głosowań konklawe. Trzeba powiedzieć, że w tamtych czasach w polskich mediach nie było żadnych konkretnych informacji na ten temat, a zakazane wówczas radio było mniej lub bardziej skutecznie zakłócane. Uparcie przez te kilka dni, głównie w godzinach nocnych kręciłam gałką radia, by wyregulować i dostroić nasłuch, co bardzo denerwowało moją ciężarną siostrę. Głosy kardynałów były podzielone, siedem razy Radio Wolna Europa przekazywało wiadomość, że z komina Kaplicy Sykstyńskiej ukazywał się czarny dym, co oznaczało, że kolejny kandydat na papieża nie otrzymał wymaganej ilości głosów. Dopiero za ósmym razem, wieczorową porą ukazał się biały dym nad Kaplicą Sykstyńską. Symboliczny dym zwiastował porozumienie i ostateczne dokonanie wyboru papieża. Za ósmym głosowaniem wybrano papieża! Okazał się nim kardynał z Polski, nasz kardynał Karol Wojtyła. Dla wielu papież z Polski, z komunistycznego bloku był wielkim zaskoczeniem. Ja wiedziałam kto to jest Wojtyła, znałam Go jeszcze z czasów studenckich, trzymałam kciuki i kibicowałam naszemu Karolowi Wojtyle. Cieszyłam się bardzo i miałam ogromną satysfakcję.
Ciekawostką był fakt, że 15 nominowanych kardynałów zostało wykluczonych ze względu na wiek.
***
18 maja 2020 obchodzimy na całym Świecie wyjątkowy dzień - 100-lecie Urodzin Św. Jana Pawła II. Nauczył nas kochać; nauczył nas żyć; nauczył nas modlić się; nauczył nas śmiać się; nauczył nas, jak cierpieć; nauczył nas, jak umierać. Teraz jest dobry moment, aby pomyśleć o tym świętym człowieku. Niech błogosławi nas wszystkich, Święty Jan Papież II.
 
Ojciec Święty Jan Paweł II - Pielgrzym w Leżajsku.
28 maja 1965 roku przybył do Sanktuarium MB w Leżajsku ks. arcybiskup Karol Wojtyła, Metropolita Krakowski.
W Kaplicy Matki Bożej odprawił Mszę Świętą. Po mszy wpisał się do Kroniki Klasztoru:
"Z serdecznym błogosławieństwem i prośbą o pamięć przed Cudownym Obrazem Matki Bożej. Pamięcią będę się starał odpłacić za pamięć, bo nie łatwo zapomnieć Waszej Bazyliki". 
                            Ks. Karol Wojtyła - arcybiskup - metropolita krakowski
Obraz Św. Jana Pawła II w Bazylice OO. Bernardynów w Leżajsku


Pomnik Jana Pawła przed Bazyliką OO. Bernardynów w Leżajsku w dniu 18.05.2020

100. rocznica Urodzin Św. Jana Pawła


****
Jan Paweł II był czwartym z kolei papieżem wybranym za mojego życia, nie licząc Piusa XII, który został wybrany papieżem zanim się urodziłam.
Po śmierci Piusa XII, pierwsze konklawe za moich czasów wybrało papieża 28 października 1958 roku, kiedy miałam cztery lata. Angelo Giuseppe Roncalli przybrał imię Jana XXIII.
Drugie konklawe 21 czerwca 1963 roku wybrało Włocha Giovanni Battista Montini, który przybrał imię Pawła VI, byłam w drugiej klasie szkoły podstawowej, służył w Watykanie do 6 sierpnia 1978 roku.
Trzecie konklawe odbyło się 26 sierpnia 1978 r, i wtedy wybrano Albino Luciani, przybrał imię Jana Pawła I, niestety zmarł po dwóch miesiącach 28 września 1978r.
Po nim czwarte konklawe, 16 października tego samego roku ogłosiło papieżem naszego Jana Pawła II.
W 2005 roku 19 kwietnia papieżem został Jozef Ratzinger - Benedykt XVI. To 5. konklawe.
I w końcu po raz szósty konklawe wybrało papieża Argentyńczyka Jorge Mario Bergoglio, który przyjął imię Franciszka.

***
Pierwsze orędzie wygłoszone przez nowo wybranego papieża Jana Pawła II:

,,Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Najdrożsi Bracia i Siostry,
jeszcze przeżywamy wielki smutek z powodu śmierci naszego ukochanego papieża Jana Pawia I, a oto najdostojniejsi kardynałowie już powołali nowego Biskupa Rzymu.
Powołali go z dalekiego kraju... z dalekiego, lecz zawsze tak bliskiego przez łączność w wierze i tradycji chrześcijańskiej. Bałem się przyjąć ten wybór, jednak przyjąłem go w duchu posłuszeństwa dla Pana naszego Jezusa Chrystusa i w duchu całkowitego zaufania Jego Matce, Najświętszej Maryi Pannie.
Nie wiem, czy potrafię rozmawiać waszym... naszym językiem włoskim. Jeżeli się pomylę, to mnie poprawicie. Przedstawiam się wam wszystkim dzisiaj, by wyznać naszą wspólną wiarę, naszą nadzieję, naszą ufność pokładaną w Matce Chrystusa i Kościoła z pomocą Pana Boga i z pomocą ludzi
''
                                                                Jan Paweł II, 16.10.1978 r.
***
Prawie 600 lat  wcześniej, bo 16 października 1384 roku na Wawelu arcybiskup gnieźnieński Bodzanta koronował jedenastoletnią Jadwigę Andegaweńską na króla Polski. 31 maja 1979 roku papież Jan Paweł II dokonał jej beatyfikacji, a 8 czerwca 1997 roku została również przez Jana Pawła II ogłoszona świętą.
Królowa Jadwiga została pochowana w Katedrze Wawelskiej.


zobacz też:
Habemus papam. 13.03.13
Jadwiga Królowa Polski (1373-1399)

niedziela, 22 września 2019

Muzyka dla malucha

Od czasu do czasu odwiedzam mojego wnuka i z każdej kolejnej wizyty czerpię  ogromną przyjemność z obserwowania rozwoju dziecka. Felek ma już 20 miesięcy. Jest cudowny i rozkoszny - każda babcia tak powie o swoim wnuku. Nic dziwnego, że staram się urozmaicać czas spędzany razem, by zapewnić mu rozrywkę i relaks. 
Ostatnio zauważyłam, że mój Felek bardzo lubi słuchać radia. No, może nie tyle cieszą go rytmy muzyki, ile możliwość gmerania przy radiu. Namiętnie bawi się przyciskami i pokrętłami, włącza i wyłącza je, przypadkowo zmieniając stacje. 
Mama kategorycznie zabrania dziecku zabawy radiem. Ma przecież tyle zabawek.
Zabawki zabawkami, ale uważam, że kontakt z muzyką jest doskonałą formą poznawania dźwięków. I nie chodzi tu o głosy wydobywane z telewizora. Nie wszystkie bajki są wartościowe, niektóre dostarczają krzykliwych i niezrozumiałych dźwięków.
Ważne, by te dźwięki były odpowiednie do wieku dziecka, spokojne, łagodne i stonowane. Kompozycje muzyczne mogą pełnić funkcje dydaktyczne, ułatwiają przyswajanie słownictwa, ćwiczą pamięć i koncentrację. Kształtują muzyczny gust. Warto więc podsuwać odpowiedni repertuar, puszczać np. muzykę klasyczną, nastrojową, by uwrażliwiać na piękno melodii, by od wczesnego wieku pobudzać percepcję słuchową dziecka na tony, rytmy i style. Muzyka powinna bawić, wprowadzać w dobry nastrój i dostarczać rozrywki. 

Muzykować można na różny sposób, można śpiewać, nucić, klaskać, a nawet wygrywać tony za pomocą kuchennych przyborów i garnków. A przy okazji muzycznego szaleństwa można z dzieckiem potańczyć. Jak zabawa to zabawa.

Powinniśmy również już od najmłodszych lat uwrażliwiać dzieci na otaczające dźwięki natury, na szum drzew, szum strumyka, krople spadającego deszczu, szczekanie psa, miauczenie kota czy śpiew ptaków.  

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Mija rok, nadchodzi Nowy 2019

Za chwilę spadnie ostatnia kartka z kalendarza. Kończy się 2018 rok. Pora na podsumowanie i właściwie powinno się zrobić nie tylko rachunek sumienia, ale też zaplanować postanowienia na nowy nadchodzący 2019 rok. Nie lubię planować, jestem zwolenniczką spontanicznie podejmowanych decyzji.
Najważniejszym wydarzeniem tego roku było pojawienie się w Rodzinie dziecka. Zostałam babcią! Mam wnuka. Radość ogromna!
Ten mijający upłynął mi pod znakiem nieustających podróży. 
Od tej pory nieustająco wpadałam do Krakowa, żeby nacieszyć się wnukiem, obserwować jego rozwój, zobaczyć pierwszy uśmiech, usłyszeć pierwsze gaworzenie, być świadkiem raczkowania, stawiania pierwszych kroczków. 
W każdym tygodniu jeździłam też do Jarosławia. Musiałam? Chciałam. Miałam taką potrzebę. Bywało i to nie rzadko, że w ciągu tygodnia, bez względu na pogodę  pokonywałam trasę Leżajsk- Kraków-Leżajsk-Jarosław-Leżajsk. 
Przy okazji łączyłam podróż z realizowaniem pasji. Nie rozstawałam się bowiem z aparatem fotograficznym. Jednym słowem łączyłam przyjemne z pożytecznym.
W czerwcu wyjechałam na kilkudniowe wakacje do Ciepielowa. Nie, żebym sobie na wakacje zasłużyła, bo przecież od 4 lat byłam już na emeryturze, ale pojechałam do wnuka, który tam właśnie przebywał. 
Zapisałam w kalendarzu ostatnie myśli na ostatniej kartce 2018 roku. Nie ma co się martwić. Będzie nowy kalendarz, będą nowe kartki do zapisania. Właściwie, to kalendarz już mam.

Czego sobie i Wam życzyć?
Wiary, nadziei i miłości. Samych radosnych w życiu chwil, bez zmartwień, dużo zdrowia. I tradycyjnie, oby ten Nowy Rok nie był gorszy od starego.

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Wigilia 2018

W tym roku Święta Bożego Narodzenia spędzę w Krakowie. To będą wyjątkowe święta, ponieważ po raz pierwszy przeżyję je z moim jedenastomiesięcznym wnukiem. Dla Felka będą to pierwsze w życiu święta, zresztą 2018 rok to dla niego okres, kiedy wszystko co się wydarza, wydarza się po raz pierwszy. 
Dotychczas dzieci przyjeżdżały do mnie, do Leżajska, tym razem ja zawitam u nich w Krakowie. Kilkanaście lat temu również w Krakowie spędziliśmy święta, jednak wówczas okoliczności i powody były zupełnie inne.
 Tym razem mieliśmy problem z doborem wigilijnego menu. Pomieszały nam się w rodzinie mazowieckie tradycje z galicyjskimi. 

Jakie by tu potrawy zaserwować na stół, aby pogodzić różne smaki mazowieckiej kuchni z kuchnią podkarpacko-małopolską? Różne regiony to i różne potrawy, co w tym dziwnego? To takie oczywiste jak powiedzenie "skoro jest zima to musi być zimno". A jednak!
Ania chciała czerwony barszcz zakwaszony sokiem z kiszonej kapusty. Tomek upierał się przy barszczu grzybowym z uszkami. Ania obstawała za ziemniakami, rybą i czerwoną kapustą na jednym talerzu, Tomek za dwunastoma potrawami, ale bez ziemniaków. I tak dalej, i tym podobne. 
Zachowanie tradycji, kultywowanie obrzędów są bardzo ważne, trzeba więc szanować tych, którzy je kultywować chcą. Tak więc, żeby był wilk syty i owca cała na naszym stole pojawił się i czerwony barszcz i barszcz grzybowy, pierogi z różnym farszem - kiszoną kapustą, pierogi z kapustą i grzybami i ruskie pierogi. Te ostatnie z myślą o dziecku, bo na naszym leżajskim stole ruskich na wigilii nigdy nie było. Krokiety też w trzech różnych zestawach, i z grzybami i bez grzybów. Bo przecież na stole muszą dominować potrawy z grzybami, kapustą i bezmięsne czyli postne. Od zawsze na wigilii musiały być ryby. Tym razem nawet dwie, bo karp i dorsz. Dwie ryby, ale trzy potrawy. Karp tradycyjnie smażony, karp w szarym sosie i smażony dorsz. Młody aż mlaskał tak mu ten dorsz smakował. A do tego jeszcze oprócz sałatki śledziowej, śledzie w jakimś sosie, musztardowo-curry chyba. Dla mnie nowość, śledzie w sosiku super.

Z Leżajska specjalnie na wigilijną kolację przywiozłam porcję kapusty z grochem. Na ogół nie serwuję tej potrawy, bo u nas w domu nikt się nie brał za groch z kapustą, pewnie dlatego, że nie potrafię przyrządzać tak, jak to robiła moja mama czy babcia. Tym razem kapustę z grochem dostałam od pań na Wigilii Miejskiej w Leżajsku. 
- Proszę zawieść do Krakowa, niech w Krakowie spróbują leżajskiej potrawy wigilijnej - z uśmiechem na twarzy powiedziały panie serwując mi na tackę sporą porcję na wynos. I jeszcze pożyczyły zdrowych i wesołych świąt Bożego Narodzenia.

Ostatecznie to nie dwanaście, ale pewnie ze dwadzieścia potraw było na naszym wigilijnym stole. Nota bene stół został specjalnie na tę okazję kupiony, rozkładany, żeby się wszystkie potrawy zmieściły. 

Trzech kucharzy w jednej kuchni. Trochę się obawiałam, że gdzie kucharzy sześć ..., ale wszystko było pyszne. 

Najważniejszy był oczywiście opłatek. I życzenia składane tuż przed kolacją. Długie, chwilami żartobliwe i dowcipne.Każdy każdemu życzył .... Oj, nie sposób wymieniać, ale oby się spełniły.

sobota, 12 maja 2018

Artykuły, Lektury, Rozmowy. Książka Stanisława Błaszczyny

"Artykuły, Lektury, Rozmowy" to drugi tom autorstwa Stanisława Błaszczyny, w którym Autor zawarł teksty publikowane w prasie polonijnej i krajowej oraz publikowane w formie bloga w Internecie. 
Książka podzielona jest na rozdziały: I. Artykuły, II. Lektury, III. Rozmowy, IV. Lirycznie?.
W rozdziale I. Artykuły . Stanisław Błaszczyna w latach 90. publikował artykuły w ramach cyklu Rock i okolice
W jednym z artykułów książki "Jim Morrison - płomień duszy czy fajerwerk pozera?" Autor przedstawił ciekawą analizę fenomenu Jima Morrisona i jego zespołu The Doors, człowieka, który był duszą doorsów, uznawanego przez idoli "Bogiem rock & rolla", "Apollem bluesa". 
Narkotyki, alkohol, seks, burdy i ekscesy nie były jego istotą lecz produktami ubocznymi życia poety ograniczonego ułomnościami ludzkiej natury i jej słabością - uważa Autor tekstu.
Jego ogień rozpalał pozostałych członków grupy i kiedy zgasł, niezdolni byli oni wykrzesać z siebie choć iskry dawnej świetności. I to prawda, że po jego śmierci The Doors stali się pustą nazwą - ich wielkość Morrison zabrał ze sobą do grobu.

Po przeczytaniu tekstu w całości ponownie powróciłam na jego początek, przeczytałam jeszcze raz i zadałam sobie pytanie: Dlaczego?
Wybrańcy bogów umierają młodo, Jimi Hendrix, Janis Joplin, Jim Morrison - jakie bóstwa zazdrosne były o tajemnice wykradane im przez śmiertelników? Apollińskie - z ich uduchowieniem i idealizmem, wszechogarniającą harmonią, czystą miłością i pięknem? Czy też dionizyjskie - kipiące pełnią istnienia, nienasycone i zmysłowe, pijane cielesną ekstazą?
Nietzsche postradał zmysły rozdarty przez te siły. Idealizm czy zmysłowość? Duch czy materia? Odwieczny dualizm ludzkich i boskich istot - bieguny, między którymi dzieje się czas, pośród których zawisło gdzieś nasze przeznaczenie.

Dlaczego ludzie młodzi, utalentowani sięgają do narkotyków, alkoholu i innych używek, dlaczego? A do tej listy, którzy skończyli źle, często w młodym wieku dopisywałam sobie, w myślach jeszcze inne osoby "ograniczone ułomnościami ludzkiej natury i jej słabością"

W rozdziale II. Lektury Stanisław Błaszczyna portretuje m. in. Stefana Kisielewskiego, filozofa Nietzschego, Olgę Tokarczuk, polemizuje na temat Chin z Jonathanem Fenby'm.
Mi akurat ten ostatni wątek o Chinach bardzo zainteresował. Stanisław Błaszczyna podczas kilkutygodniowego pobytu w Chinach miał okazję skonfrontować i opisać ogólną wiedzę nt Chińskiej Republiki Ludowej z własnymi spostrzeżeniami, w bardzo malowniczy i refleksyjny sposób opisał specyfikę Państwa Środka. 
Czytając o Chinach przypomniała mi się piosenka, którą w czasach studenckich śpiewało się na imprezach. 
"Nie oddamy Chinom Związku Radzieckiego, 
 Nie oddamy żółtej masie Kraju Rad, 
 Słuchaj Wania, jakby przyszło co do czego, 
 My czuwamy, Wy możecie słodko spać".

Piosenka miała wówczas inny wymiar. Chociaż? Dzisiaj w czasach chińskiej ekspansji gospodarczej i polityce Zachodu może jest czas na refleksje czy aby nie oddamy wkrótce Chinom  ...
***
W rozdziale III. Rozmowy Błaszczyna przedstawił interesujące wywiady z twórcami kultury m. in. z Juliuszem Machulskim, Krzysztofem Zanussim, Agnieszką Holland, Czesławem Niemenem.
Przytoczę może jeden ciekawy wywiad Stanisława Błaszczyny z Jerzym Stuhrem, jednym z najpopularniejszych twórców polskiego filmu i teatru, aktorem, rektorem PWST w Krakowie. Rozmowa ze Stuhrem przeprowadzona w 1995 roku w Chicago, recenzja filmu "Spis Cudzołożnici refleksje zostały opublikowana w "Dzienniku Chicagowskim".
Jerzy Stuhr w tym czasie odbywał tournee po Stanach, prezentując "Szwejka", „Spis cudzołożnic”oraz „Kontrabasistę”.

Błaszczyna bardzo odważnie i krytycznie ocenia "Spis Cudzołożnic", debiutancki film wyreżyserowany przez Jerzego Stuhra ", film pozytywnie oceniany w Polsce, który na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni zdobył nagrodę specjalną jury. Jerzy Stuhr wystąpił tam w potrójnej roli: reżysera, współscenarzysty oraz wykonawcy roli głównej. 
Genialny tekst, jak dwóch facetów rozmawia o dupie Maryny, uśmiałam się czytając, a jednocześnie podziwiałam ich w tej roli. Błaszczyna przekomarza się ze Stuhrem na temat filmu, zarzuca mu niedoskonałości, a ten się tłumaczy, że ideą filmu było ukazanie problemów osobistych, często intymnych człowieka, jego rozterek związanych z kryzysem wieku średniego, film o kobietach, które gdzieś kiedyś po drodze zmarnował, przegapił, nie rozumiejąc ich, film o przemijaniu. 
Błaszczyna zadając podczas wywiadu dość odważne i prowokacyjne pytania sprowokował artystę do rozmowy, głównie o polskiej kulturze i zachodzących w naszym kraju przemianach, kryzysie narodowej tożsamości Polaków, tradycji, historii i patriotyzmie, dziedzictwie kulturowym, solidarnościowym etosie, kompleksach przegranego pokolenia, któremu przyszło żyć w latach PRL.  
Mi się film podobał, po oglądnięciu, rzeczywiście przychodzi czas na refleksje.     
***
Z przyjemnością przeczytałam wywiad z Tadeuszem Nalepą. Wywiad z 1994 roku. Temat mi bliski, bo to rozmowa ze znanym bluesmanem spod Rzeszowa, a więc z moim krajanem z podkarpackiego. Nalepa pożyczał płyty od Ryśka Atamana z Leżajska, płyty z zachodnią muzyką rockową i to od niego nauczył się grać. Ryszard Ataman w latach 60. prowadził w Rzeszowie najlepsze radio muzyczne, prowadził wówczas w rozgłośni rzeszowskiej audycje pt. "Z płytoteki Ryszarda" oraz "Gwiazdy z mojej płytoteki".
Czasy Tadeusza Nalepy, Zespołu Breakout, Miry Kubasińskiej, Stana Borysa to czasy mojej młodości. 
Fot. Rzeźba z brązu przedstawia artystę z gitarą w ręku idącego ulicą 3 Maja, głównym deptakiem Rzeszowa.
W książce Stanisława Błaszczyny możemy przeczytać:
„Ja nie jestem bluesmanem. Ja jestem muzykiem, który sobie gra to, co mu akurat pasuje” – powiedział swego czasu Tadeusz Nalepa. Takie słowa w ustach człowieka, którego nazywa się „ojcem polskiego bluesa”, brzmią ja herezja. A jednak od razu możemy wyczuć w nich słowiańskiego ducha – ducha przekory i niezależności. Ducha, dodajmy, żywotnego: to już bowiem 30 lat, jak Rzeszowiak Nalepa „rzeźbi” na swoim „wiośle” blue notes, grając i śpiewając to, co mu akurat pasuje.
(...) w 1965 r., kiedy to w Rzeszowie Nalepa zakłada zespół „Blackout”, w skład którego wchodzą: Mira Kubasińska – śpiew, Stanisław Guzek (to oczywiście późniejszy Stan Borys) – śpiew, Andrzej Zawadzki – gitara, Krzysztof Potocki – gitara basowa, Józef Hajdasz – perkusja. Zrazu fama zespołu nie wykracza poza „rzeszowską Jasionkę”, jednak później przychodzą sukcesy na ogólnopolskich festiwalach (Ople, Gdańsk, Sopot, Warszawa) i bardzo dobre przyjęcie pierwszej płyty zespołu „Blackout” (1968).

Linki:
Ataman Ryszard Franciszek (1937-2009)

środa, 2 maja 2018

Terapia fotografią

Nie da się uciec przed procesem starzenia. Nie da się, niestety. Wiedziałam, a nawet pisałam już o starości na blogu. Postanowiłam jednak ponownie poruszyć ten problem po ostatniej wizycie w Jarosławiu. Zamierzałam odwiedzić Muzeum Kamienica Orsettich, gdzie udostępniono jubileuszową wystawę w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.
Zapytałam o cenę biletu, a skądinąd bardzo miły pan odpowiedział mi:
- Pani jest chyba już na emeryturze? 
- tak, jestem
- 4 złotych dla emerytów
Jeszcze nie zdążyłam oswoić się z faktem, że w pociągu nie żądają ode mnie dowodu uprawniającego do zniżki za przejazd. Legitymację emeryta mam już prawie 4 lata, pociągiem podróżowałam kilkakrotnie, w tym 3 razy kupowałam bilet zniżkowy i za każdym razem nie miałam okazji wylegitymowania się. No cóż, przychodzi taki moment w życiu, że pesel ma się wypisany na twarzy.
Wyobrażam sobie co myślą ludzie, kiedy namolnie wrzucam zdjęcia do Internetu, z moją osobą w roli głównej. Pewnie pukają się w czoło i pytają komu to potrzebne?
A rzeczywiście bardzo często je wrzucam. Po co?

Bo lubię się fotografować. Skoro pstrykam sobie fotki to czemu się nimi nie pochwalić. Wisi mi opinia internautów i brak ich akceptacji. Robię to dla siebie. Fotografowanie jest dla mnie rodzajem terapii, autoterapii, poprawienia sobie samooceny. Psycholog czy psychiatra mógłby ocenić czy z medycznego punktu widzenia jest to rodzaj patologiczny. Musiałby jednak wcześniej porozmawiać ze mną o moich problemach zdrowotnych, rodzinnych, o relacjach społecznych.
Od zawsze miałam świadomość, że jestem brzydka, gruba, nieatrakcyjna, stara. Nie przeglądam się w lustrze, bo lustra nie mam, nie licząc może lustra w łazience i na drzwiach w szafie. Podobno jestem fotogeniczna, podobno ładnie wychodzę na zdjęciach. Pstrykam więc sobie zdjęcia, wybieram te najkorzystniejsze i już humor mi się poprawia. 
Chęć fotografowania jest mobilizacją do działania, do wyjścia z domu, zrobienia czegoś pożytecznego.
Moje choroby, zwłaszcza te związane z tarczycą całkowicie pozbawiają mnie energii i chęci do życia. Stosowane leki, kawa i zabójczy cukier paradoksalnie pobudzają mnie do aktywności. Co prawda na krótki czas, ale właśnie ten czas staram się maksymalnie uaktywnić, póki nie opadnę z sił. 
Mogłabym w chwili przypływu energii wziąć się za porządki, za działkę, ale ... ja wybieram realizowanie moich fotograficznych pomysłów. Nie mam szans na kosztowne podróże, robię więc tu i teraz, w tak zwanym międzyczasie, jadąc na zakupy, z wizytą do chorego, po drodze na cmentarz. 
Przesyłane znajomym zdjęcia są rodzajem zakodowanej informacji, że żyję, gdzie byłam, co robiłam. Oni wiedzą, że gdy mnie nie ma w sieci to znaczy, że jestem wyautowana z życia. 
Człowiek skazany na samotne życie powinien być przezorny.  Różnie się życie toczy, tylu moich rówieśników odeszło już z tego świata, trzeba być przygotowanym na wszystko.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...