środa, 15 lipca 2020

Bitwa pod Grunwaldem - Jan Długosz

Dzisiaj, 15 lipca 2020 przypada 610. rocznica bitwy pod Grunwaldem, jednej z największych bitew w historii średniowiecznej Europy. Na polu walki starły się siły zakonu krzyżackiego pod dowództwem wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena oraz połączone siły polskie, litewsko-ruskie i smoleńskie pod dowództwem króla Polski Władysława Jagiełły. Bitwa rozpoczęła się, kiedy posłowie wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego przynieśli królowi Jagielle dwa nagie miecze, było to obraźliwe posłanie. Podobno król Jagiełło celowo opóźniał rozpoczęcie walki, aby lipcowe słońce osłabiło zakutych w ciężkie zbroje krzyżackich rycerzy, w tym czasie wojska polsko-litewskie schroniły się w cieniu leśnego boru.
Bitwa pod Grunwaldem okazała się totalną klęską dla Zakonu krzyżackiego, który już nigdy nie odbudował dawnej potęgi. Śmierć poniosło ok. 8 tysięcy osób po stronie zakonu i 2-3 tysiące po stronie polsko-litewskiej. W czasie walki zginął, m.in. Wielki Mistrz Zakonu.
Przebieg bitwy znamy dzięki kronikarzowi Janowi Długoszowi, który zebrał relacje uczestników tamtego zdarzenia i zapisał je w kronikach.
Książka "Bitwa Grunwaldzka" jest jednym z najbardziej znanych fragmentów "Roczników, czyli kronik sławnego Królestwa Polskiego" Jana Długosza. Zasłynęła dzięki szczegółowym, barwnym opisom postaci i zdarzeń, w których autor wykorzystał m.in. opowieści ojca i stryja Zbigniewa Oleśnickiego - uczestników bitwy. Długosz przedstawia w Kronikach przebieg bitwy od rozpoczęcia do zwycięskiego zakończenia.
Jak to dobrze, że mieliśmy takiego Długosza, który zapisał tę wielką zwycięską bitwę w kronikach. Motywował to tak:

Długosz ubolewał, że tylu mężów wysoko ozdobionych nauką i dowcipem milczało, że wielu spraw i dziejów polskich, godnych wiadomości, które dla braku piszących niepamięć pokryła. Niedostatecznie mamy opisane, albo dawnością czasu zatarte, a więcej przez obcych, niżeli przez naszych pisarzy skreślone.
Pamięć ludzka i co ręce przekazują potomnym, zaciera się stopniami i ledwo życia jednego człowieka przetrwać może: lecz to co w księgach jest zapisane, to pozostaje na zawsze i niełatwo ulega zniszczeniu.
Gdy u innych narodów dzieje, piórem dziejopisów rozsławione, głośnymi się stały w świecie, u Polaków przeciwnie, dla braku piszących. sprawy wielkie i znakomite, czyny przeważnie królów i rządców, mężów dzielnych i bohaterów, przygody rozmaitych krajów części, żadnym nie objaśniono piórem, zalegają w cieniu zapomnienia i w wiecznej nikną pomroce: które, gdyby dziejopisowie nie oszczędzali pracy, za ich świadectwem miałyby sławę nieśmiertelną.
Polacy w ciągu tylu wieków niewielu mieli dziejopisów, mała liczba królów, książąt i innych bohaterów polskich uzyskała czynów swoich pomniki w dziejach; niektórych sława zstąpiła razem z nimi do grobu i zgasła na wieki. Przez niedbałość i gnuśność pisarzy z jasnego świecznika chwały strącone w cień ukrycia i nikczemności, zwiędły i zamarły, nie rozsławione jak należało, ani opowiedziane dokładnie.
Królowi Władysławowi Jagielle zależało na rozsławieniu zwycięstwa.
Długosz opisuje:
(...) Kiedy spisywano jeńców, Władysław, król Polski, siadłszy na konia, wyjechał z bratem swoim, wielkim księciem litewskim Aleksandrem na pobojowisko dla przypatrzenia się poległym. Wrócił wieczorem do obozu, skąd umyślnego gońca do królestwa polskiego z listami wyprawił, donosząc swojej żonie Annie królowej, tudzież arcybiskupowi, panom strzegącym zamku krakowskiego, akademii i rajcom miasta Krakowa, o wielkiej Krzyżaków porażce i odniesionym nad nimi walnym zwycięstwie i nakazując z tego powodu dziękczynne nabożeństwa po wszystkich kościołach. Wysłaniec z rozkazu króla wziął ze sobą chorągiew, gdy przybył do Krakowa i oznajmił o wielkim zwycięstwie, całe miasto z radością zabrzmiało po kościołach pieśniami na chwałę Boga, a przez całą noc błyszczały światła, okazując powszechną radość i pociechę. Huknął potem rozgłos tego zwycięstwa po wszystkich ziemiach polskich i w każdym mieście, w każdej wsi i miasteczku głoszono z uniesieniem i obchodzono ten świetny triumf, a w nim własną i powszechną kraju pomyślność.  
Jagiełło do Krakowa wrócił dopiero po 16 miesiącach. W dniu 25 listopada 1411 roku Jagiełło wyruszył pieszo z Niepołomic i szedł przez Wieliczkę i Kazimierz, otoczony wyższym duchowieństwem i rycerstwem. Przed procesją niesiono zdobyte pod Grunwaldem krzyżackie chorągwie. Na Kazimierzu wstępowano po drodze do tamtejszych kościołów. Następnie zatrzymano się na dłużej na Skałce, aby oddać hołd św. Stanisławowi – patronowi Polski. Później orszak królewski udał się na Wawel, gdzie podczas uroczystości kościelnych zawieszono zdobyczne chorągwie wokół grobu św. Stanisława na ścianach nawy głównej katedry wawelskiej. Ceremonia ta zakończyła krakowskie uroczystości ku czci zwycięstwa, które dały początek tradycji obchodów grunwaldzkich.
Przez wieki Bitwa pod Grunwaldem była pierwszym polskim świętem narodowym, obchodzonym już od 1411 roku, niestety, zapomnianym po 1918.
***
Z tego źródła chętnie czerpali dziejopisarze i historycy kolejnych pokoleń oraz artyści tej miary, co Jan Matejko - Grunwald, Wojciech Kossak, Juliusz Słowacki - "Zawisza Czarny", Henryk Sienkiewicz "Krzyżacy" i Ignacy Kraszewski w powieści "Krzyżacy w r. 1410". Jerzy Nowosielski.
Także pasjonaci genealogii oraz rekonstruktorzy bitwy pod Grunwaldem.
***

"Praojcom na chwałę, braciom na otuchę".
15 lipca 1910 roku w Krakowie, w 500 rocznicę bitwy pod Grunwaldem odsłonięty został Pomnik Grunwaldzki.
Uroczystość ta stała się wielką manifestacją patriotyczną, udział wzięło ok. 150 tys. gości m. in. prezydent Krakowa Juliusz Leo. Po raz pierwszy wykonano publicznie "Rotę" Marii Konopnickiej z melodią Feliksa Nowowiejskiego.
Poniżej figury Władysława Jagiełły - Wielki książę litewski Witold stoi nad pokonanym wielkim mistrzem zakonu krzyżackiego Ulrichem von Jungingenem.
Pomnik Grunwaldzki sfinansowany przez Ignacego Paderewskiego, został zniszczony w czasie II wojny światowej, na przełomie lat 1939/40. Zrekonstruowany w 1976 roku staraniem prof. Wiktora Zina, autora projektu architektonicznego pomnika. Pomnik stoi na Placu Matejki. Osobiście widziałam, jak helikopterem transportowano na linach posąg Władysława Jagiełły na koniu. Kiedy instalowano go na cokole, w Krakowie bił dzwon Zygmunta.

środa, 1 lipca 2020

Potępienie Paganiniego - Anatolij Winogradow

Zastanawiam się ile fantazji literackiej trzeba mieć, aby opisać tragiczne dzieciństwo chłopca, którego natura obdarzyła genialnym talentem muzycznym, zaś poskąpiła mu urody. Zadaję sobie pytanie jaki wpływ na dalsze życie miało tragiczne dzieciństwo wirtuoza skrzypiec Nicola Paganiniego dorastającego u boku despotycznego ojca, a opisane przez Anatolija Winogradowa w książce "Potępienie Paganiniego". Jak potoczyłaby się kariera utalentowanego skrzypka, gdyby żył w dzisiejszych czasach?
Maleńka małpka z wystającą szczęką i z bardzo długim nosem. W szpetnej twarzy dziwnie wyodrębniały się wielkie agatowe oczy.
Ojciec Antonio Paganini - sadysta, satrapa nazywał go poczwarą. Zamykał w komórce, głodził wymuszając naukę gry na skrzypcach.
"W Genui, w starożytnej katowni, chłopiec nieraz miał okazję widzieć drewniane cholewy i dyby, przypominające z kształtu dekę skrzypiec. Były to części tak zwanego buta hiszpańskiego, którym odciskami nogę przestępcy podczas tortur. Skrzypce stały się takim samym narzędziem tortury dla rąk, serca i mózgu dziecka. Łokcie i ramiona bolały, palce nie mogły utrzymać smyczka, lewa ręka wypuszczała gryf i skrzypce padały na matę. Prócz tego całymi tygodniami nie schodziły sińce, skutek umiejętnych uszczypnięć rodzonej ojcowskiej ręki. Ręce, nogi, twarz, szyja - wszystko było w sińcach.
- Zrobię z ciebie znakomitość, przeklęta małpo. I tak jesteś sprzedany diabłu".
Chłopiec ledwo trzymał się na nogach, zaczął kasłać i pluć krwią. Nie bacząc na to ojciec nie skąpił mu razów. Omyłka w pasażu, źle zagrany takt, ospałość gry - wszystko było powodem do kary.
Dla tego człowieka (mowa o ojcu) nie istnieją cierpienia Nicola, stary traktuje syna jak rzecz, jak instrument, który ma przynieść mu zysk, jak maszynę, Nicolo znaczy mniej niż papuga dla kataryniarza lub małpa dla Sabaudczyka".

Wiedeń, 1828. Paganini spaceruje z zaprzyjaźnionym skrzypkiem Maysederem, synem starego rabina wiedeńskiego. 
Załóżmy, że tak było, tak mogło być, dlaczego nie?
"Pewnego razu kupowali rękawiczki. 
- To skóra żyrafy - zauważył Paganini zwracając się do sprzedawczyni.
- Nie proszę pana - odparła kupcowa - to są najmodniejsze rękawiczki nazywają się Paganini.
-Biedny skrzypek! - zawołał nie poznany kupujący.
- On wcale nie jest biedny - odrzekła kupcowa wesoło szczerząc zęby, - Mówią, że za wielkie pieniądze kupił sobie w Rzymie Order Złotej Ostrogi.
Mayseder i Paganini wychodząc ze sklepu, roześmiali się.
- Iluż osłów zraniła pańska Złota Ostroga.Jednakże pan przyciąga kupujących.
Pokazał mu wystawę innego sklepu galanteryjnego, gdzie leżały rękawiczki i krawaty a'la Paganini.
Olbrzymie popiersie z czerwonej masy cukrowej z napisem nakreślonym niebieskim atramentem: 'Niezrównoważony skrzypek Paganini', a w innym miejscu - potężna głowa cukru, uwieńczona popiersiem Paganiniego; w trzecim - duży na całą wystawę portret skrzypka, zrobiony z kolorowych jedwabnych chustek.
- Dziś byłem świadkiem, jak konsumowano w mleczarni pańskie popiersie z masła. A wieczorem w klubie gwardzistów oficerowie, grając w bilard, wynaleźli nowe wyjątkowe uderzenie i nazwali je uderzeniem Paganiniego". 
      W dzisiejszych czasach pewnie musieliby uzyskać zgodę, albo płacić artyście za wykorzystanie jego wizerunku. 

Niccoló Paganini ur. się 27 października 1782 roku w Genui, jako trzecie z sześciorga dzieci Antonio i Teresy (z domu Bocciardo) Paganini. W 1827 roku papież Leon XII uhonorował Paganiniego Orderem Złotej Ostrogi. Jego sława rozeszła się po Europie dzięki trasie koncertowej, która rozpoczęła się w Wiedniu w sierpniu 1828 roku, zatrzymując się w każdym większym europejskim mieście w Niemczech, Polsce i Czechach do lutego 1831 roku w Strasburgu. Następnie odbyły się trasy koncertowe w Paryżu i Wielkiej Brytanii. W trakcie swojej kariery Paganini zaprzyjaźnił się także z kompozytorami Gioachino Rossinim i Hectorem Berliozem. Poznał Fryderyka Chopina, a nawet z nim koncertował, znał Franciszka Liszta. Paganini posiadał szereg znakomitych instrumentów smyczkowych, skrzypce Guarneriego z 1743 wykonane przez włoskiego lutnika z Cremony Giuseppe Guarneriego, skrzypce Amati, skrzypce Stradivariusa.

Winogradow przedstawił w książce ciężkie życie wybitnego artysty, prześladowanego i nękanego przez kościół. Nie wiem na ile ukazany wątek kościelnych intryg i manipulacji poprzeplatany z wątkami historycznymi, spiskami, rewolucją francuską jest realistyczny, ale chociażby z tego powodu warto przeczytać książkę. 

Niccoló Paganini zmarł na gruźlicę 27 maja 1840r w Nicei. Ponieważ był ateistą i całe życie stronił od kościoła, Kościół odmówił udzielenia Paganiniemu ostatniego namaszczenia i katolickiego pochówku. Cztery lata zabiegano o to, aby jego zwłoki mogły zostać przetransportowane do Genewy. Pogrzeb odbył się dopiero w 1876 roku w Parmie i. Pochowany na Cmentarzu w okazałej kaplicy. 


sobota, 6 czerwca 2020

Rzeczy, których nie wyrzuciłem - Marcin Wicha

Co zostaje po śmierci bliskiej osoby? Przedmioty, wspomnienia, urywki zdań? Narrator porządkuje książki i rzeczy pozostawione przez zmarłą matkę. Jednocześnie rekonstruuje jej obraz – mocnej kobiety, która w peerelowskiej, a potem kapitalistycznej rzeczywistości umiała żyć wedle własnych zasad. Wyczulona na słowa, nie pozwalała sobą manipulować, w codziennej walce o szacunek – nie poddawała się. Była trudna. Była odważna.

W tej książce nie ma sentymentalizmu – matka go nie znosiła – są za to czułość, uśmiech i próba zrozumienia losu najbliższej osoby. Jest też opowieść o tym, jak zaczyna odchodzić pierwsze powojenne pokolenie, któremu obiecywano piękne życie
.

Książkę Marcina Wichy kupiłam jesienią 2018, zaraz po tym, kiedy usłyszałam w mediach, że została uhonorowana 
nagrodą literacką Nike 2018 i jej doskonałą recenzją "za oszczędność języka i bogactwo książki, która mówi o rzeczach najważniejszych". Książka nagrodzona wcześniej Paszportem Polityki  2017.

Marcin Wicha porządkuje mieszkanie po zmarłej matce. 
"Co zrobić z rzeczami, które zostały po zmarłej osobie? Nie zawsze jest to zadanie łatwe, często przeciąga się to w nieskończoność, ale w końcu musi nadejść "ten" moment. A i tak wiele rzeczy zostaje na swoim miejscu. Przez rok, drugi, trzeci... No bo jeszcze niedawno zwykła książka kucharska staje się kopalnią wspomnień".

Od pierwszych przeczytanych zdań utożsamiałam się z rozterkami osieroconego syna. Kiedy moja mama umarła miałam ten sam problem. Przez trzy lata mieszkanie mamy było w stanie nienaruszonym. W końcu przyszedł czas, kiedy trzeba je było sprzedać, opróżnić z mebli, szaf zapełnionych ubraniami, z obrazów, książek, kwiatków od czasu do czasu podlewanych, ..., do tego korespondencje urzędowe i prywatne, albumy, dokumenty... Skrzypce taty... Ręką mamy spisane wspomnienia... Trzeba było opróżnić szuflady ...
Musiałam podjąć decyzję co ma przetrwać, a co wyrzucić na śmietnik? Każda rzecz wydawała mi się bezcenna, przywoływała chwile przeżyte w rodzinnym domu. Przywoływała emocje, wspomnienia i uśmiech.

Niemal każdą stronę książki czytałam na raty, robiąc sobie przerwę na rozmyślania i przemyślenia, zakreślałam, co ważne. Czasami były to dwie przerwy, bo pisane o dwóch różnych sprawach.
Obraz matki naszkicowany ręką Marcina w dużej mierze jest obrazem moich upodobań, zamierzeń, moich myśli ..., także dziwactw.

"Pracuję na nieśmiertelność - mówiła. Układała cudze wspomnienia. Żeby kiedyś dzieci zrozumiały, że chwile spędzone w jej mieszkaniu, wśród książek z ilustracjami i filmów na video, były jedynymi momentami idealnego spokoju. Że tylko tam było bezpiecznie. Może się myliła".

Subiektywne spojrzenie autora na rzeczy, których nie wyrzucił przywołało również moje emocje i wspomnienia, skłoniło do refleksji. Jaki jest sens gromadzenia przedmiotów i innych bibelotów? Co zrobią moje dzieci, gdy staną przed podobnym problemem?

Autor oddał hołd swojej mamie, a jego refleksje są rodzajem żałoby.

poniedziałek, 18 maja 2020

Śladami Papieża Jana Pawła II w 100. rocznicę Urodzin

JAN PAWEŁ II (1920-2005)

Nauczył nas kochać, nauczył nas żyć, nauczył nas modlić się, nauczył nas śmiać się, nauczył nas, jak cierpieć, nauczył nas, jak umierać. 

Dzisiaj celebrujemy wyjątkowy dzień - uroczystość 100-lecia Urodzin Św. Jana Pawła II. To dobry moment, aby pomyśleć o tym świętym człowieku. 
Niech błogosławi nas wszystkich, Święty Jan Papież II.
Urodził się 18 maja 1920 r. w Wadowicach koło Krakowa. 

W Bazylice OO. Bernardynów w Leżajsku znajduje się obraz Św. Jana Pawła II. Dzisiaj wierni modlili się do naszego Papieża.
Ojciec Święty Jan Paweł II przybył do Sanktuarium MB w Leżajsku 28 maja 1965 roku, wówczas jeszcze, jako ks. arcybiskup Karol Wojtyła, Metropolita Krakowski. W Kaplicy Matki Bożej odprawił Mszę Świętą. Po mszy wpisał się do Kroniki Klasztoru: 
" Z serdecznym błogosławieństwem i prośbą o pamięć przed Cudownym Obrazem Matki Bożej. Pamięcią będę się starał odpłacić za pamięć, bo nie łatwo zapomnieć Waszej Bazyliki"
Ks. Karol Wojtyła - arcybiskup - metropolita krakowski.
 
 
Pomnik Jana Pawła przed Bazyliką w Leżajsku w dniu dzisiejszym, 18 maja 2020, w setną rocznicę Urodzina Jana Pawła. Wierni składali kwiaty, zapalali znicze. Przez chwilę stali w milczeniu ... 
 
 
Bazylika OO Bernardynów w Leżajsku, foto z dnia 18.05.2020
Znałam Karola Wojtyłę jeszcze z czasów studenckich, kiedy pełnił posługę biskupa w Krakowie. Jego piękne kazania przyciągały tłumy studentów do kościoła. Później śledziłam relacje z kolejnych głosowań konklawe w 1978 roku, trzymałam kciuki i kibicowałam naszemu Karolowi Wojtyle. Cieszyłam się bardzo i miałam ogromną satysfakcję, gdy usłyszałam pamiętne 'Habemus papam - kardynalem Karol Wojtyla' wygłoszone 16 października 1978 roku. Pisałam o tym na blogu: 

***
KRAKÓW
 
Kościół św. Floriana przy Placu Matejki w Krakowie został w 1999 r. podniesiony przez papieża Jana Pawła II do godności bazyliki mniejszej.
W latach 1949-51 w parafii św. Floriana pracował, jako wikary, a także jako katecheta młodzieży licealnej i akademickiej nasz Papież Jan Paweł II, wtedy jeszcze, jako Karol Wojtyła.
 
Ojciec Św. Jan Paweł II piuskę tę ofiarował Parafii św. Floriana w Krakowie w uroczystość Chrystusa Króla 21 listopada 2004 roku.
W tym domu mieszkał ks. dr Karol Wojtyła (1949-51) Papież Jan Paweł II.

 
**
Któż z nas nie zna najsłynniejszego okna w Polsce i adresu podawanego przez Papieża Jana Pawła II podczas pielgrzymki do Polski w sierpniu 2002 roku - 'Jakby się kto pytał, Franciszkańska 3'? 
Okno znajduje się nad wejściem do Pałacu Arcybiskupów Krakowskich w Krakowie, w którym Karol Wojtyła zamieszkał jeszcze jako student konspiracyjnego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej. Następnie przyjął tu święcenia kapłańskie w 1946 z rąk księcia kardynała Adama Stefana Sapiechy. Jan Paweł II mieszkał w tej arcybiskupiej rezydencji w latach 1958--78, jeszcze jako metropolita krakowski ks. kardynał Karol Wojtyła.

**
Jadwiga - Królowej Polski współzałożycielka Akademii Krakowskiej - Uniwersytetu Jagiellońskiego. Słynęła z wielkiej pobożności, opiekowała się szpitalami i klasztorami, a także wspierała ubogich i chorych.
Przez wieki otaczana kultem została w dniu 31 maja 1979 beatyfikowana przez zatwierdzenie kultu, a w dniu 8 czerwca 1997 w czasie uroczystej Mszy św. na Krakowskich Błoniach została kanonizowana. W obu przypadkach osobiście dokonał tego papież Jan Paweł II.
Jadwigę pochowano w Katedrze Wawelskiej.
 
 

Pisałam o tym na blogu:

**
Ul. Kanonicza 19 w Krakowie. Tu mieszkał w latach 1951-67 ks. Karol Wojtyła, późniejszy Papież Jan Paweł II.

wtorek, 5 maja 2020

Sekret Tudorów C.W. Gortner

Powieść "Sekret Tudorów. Kroniki nadwornego szpiega" C.W. Gortner, opisująca epokę intryg, spisków i... szpiegów w czasach Tudorów na dworze angielskim u schyłku panowania Edwarda VI. Nie ma charakteru kroniki czy pamiętnika.
Akcja rozgrywa się w ciągu kilkunastu dni. Młody król Edward VI jest umierający. Następczynią, zgodnie z prawem sukcesji, ma zostać Maria Tudor. Niestety ma wielu przeciwników. Inni optują za Elżbietą Tudor. A John Dudley, książę Northumberland, podejmujący wszystkie decyzje ,ma jeszcze inny pomysł. Jemu chodzi o władzę dla swej rodziny, więc zrobi wszystko, aby to osiągnąć.
Jest lato 1553 roku. Brendan Prescott, podrzutek i sierota, wychowuje się w domu potężnej rodziny Dudleyów. Prescott zostaje wysłany na dwór królewski jako giermek Roberta Dudleya, który powierza mu tajną misję i wysyła do przyrodniej siostry króla - księżniczki Elżbiety. Brendan wplątuje się w mroczne dworskie intrygi i szpieguje dla Williama Cecila. Mając u boku tylko odważnego chłopca stajennego i pełną uroku, zuchwałą damę dworu, próbuje dociec prawdy o tajemniczym zniknięciu ciężko chorego króla Edwarda VI. Rzuca się w wir politycznej gry, którą rządzą podstępy, kłamstwa i zbrodnie.

wtorek, 28 kwietnia 2020

Bieguni - Olga Tokarczuk

Książka "Bieguni" Olgi Tokarczuk jest opowieścią, trochę, o mnie. O ucieczce w nasze zainteresowania i wręcz w pasje, o odkrywaniu świata poprzez podróże, zgłębianiu nauki, a wszystko po to, by znaleźć receptę na sens istnienia, na zgłuszenie poczucia winy, wyrzutów sumienia. 

Miszmasz czyli różne zapiski o różnorodnej formie. Relacje z podróży, biografie osób, anegdoty, ciekawe informacje z zakresu medycyny.
Mam tak samo, gdy przychodzi mi jakaś myśl godna lub niegodna uwagi zapisuję, podobnie jak autorka książki „na skrawkach papieru, w notesach, na pocztówkach, na skórze dłoni, na serwetkach, na marginesach książek”. Z tych różnorodnych skrawków zapisków autorka stworzyła opowieść złożoną z poszatkowanych wątków. Posklejała je w całość przesłaniami o istnieniu, o przemijaniu, o nawykach, konwenansach, o desperackim utrwalaniu.

"Odtąd już wszędzie widziałam wskazujące coś dłonie, stałam się niewolnicą tego detalu, zawładnął mną" - pisała Olga Tokarczuk o dłoni z palcem wskazującym uniesionym pionowo w niebo - dłoni cesarza Konstantyna. Świata jest za dużo, lepiej więc skupić się na szczególe, nie na całości
Ten fragment przywołał mi fotografie mojego znajomego podróżnika, który bardzo często fotografuje się z palcem wskazującym na detal w tle. 

Tak jak nieciekawa, wręcz dziwaczna wydaje mi się historia o polskim turyście Kunickim, któremu podczas urlopu w Chorwacji zgubiła się żona, tak z wielkim zainteresowaniem i podziwem przeczytałam historię holenderskiego anatoma z przełomu XVII i XVIII wieku. W „Biegunach” zwróciłam uwagę na ciekawe fragmenty tekstu, gdzie bohaterem jest dr Blau, naukowiec, anatom, ... W dzieciństwie ojciec zabrał go do Muzeum Higieny, tam zobaczył Glasmenscha, szklanego człowieka, dzieło Franza Tschakerta. Szklany człowiek z Muzeum wywarł ogromny wpływ na dalsze życie Blaua.

Najważniejszym wątkiem "Biegunów", przynajmniej dla mnie, jest historia kolekcji anatomicznych figur woskowych w Josephinum – Muzeum Uniwersytetu Medycznego w Wiedniu.
Czytając, przywołałam wspomnienia z mojego pobytu w stolicy Austrii. We wrześniu 2006 roku, podczas kilkudniowego pobytu w Wiedniu, przechodziłam sobie spacerkiem w kierunku centrum miasta i po drodze natknęłam się na ciekawy klasycystyczny budynek przy Währinger Straße 25. Znajduje się tam obecnie Uniwersytetu Medycznego w Wiedniu - Josephinum, ale kiedyś w tym gmachu zaprojektowanym przez Isidora Canevale mieściła się Wojskowa Akademia Medyczno-Chirurgiczna założona przez cesarza Józefa II (stad nazwa Josephinum). Akademia miała kształcić w nowoczesnym stylu lekarzy i położne.

Żałuję, że nie byłam w tym Muzeum. Nie miałam możliwości zobaczyć bogatych zbiorów publikacji i pism medycznych datowanych na czas pomiędzy XV a XVIII wiekiem, 2 5000 instrumentów medycznych, z okresu XVIII do XX wieku oraz najciekawszej część ekspozycji – modeli woskowych. Modele te, przygotowane na zamówienie cesarza Józefa II, stworzono we Florencji, w latach 1784-1788, z trudem transportowane do Wiednia.
Umieszczone w siedmiu pokojach w gablotach z drzewa różanego i szkła weneckiego prawie 1 200 preparatów, przedstawiają bardzo realistyczne odzwierciedlenie wnętrza człowieka, części ludzkiego ciała, modeli anatomicznych całego człowieka (więzadeł i mięśni, serca, naczyń krwionośnych i limfatycznych, jelit, mózgu, rdzenia kręgowego i narządów zmysłów).

 

Dzięki "Biegunom" poznałam przejmującą historię jednego eksponatu w wiedeńskim Muzeum.
 Cesarz Franciszek I, następca cesarza Józefa II nie wahał się wypchać po śmierci czarnoskórego dworzanina, niejakiego Angela Solimana. Teraz mumię, odzianą tylko w przepaskę z trawy, mogli oglądać goście monarchy”.

Z błagalnych listów Józefiny Soliman do Franciszka I, cesarza Austrii:

„Jestem jedynym dzieckiem Angela Solimana, sługi waszej Wysokości, zasłużonego dla Cesarstwa dyplomaty, człowieka oświeconego i ogólnie szanowanego. Ciało mojego ojca nie dostąpiło do tej pory chrześcijańskiego pochówku, lecz znajduje się – wypchane i spreparowane – jako okaz w Gabinecie Dziwów Natury na dworze Jego Wysokości. Oskórowano go jak zwierzę, wypchano trawą i ustawiono w towarzystwie innych wypchanych istot ludzkich, wśród szczątków jednorożców, monstrualnych ropuch, dwugłowych płodów pływających w spirytusie. Oglądałam tych, którzy cisną się, żeby zobaczyć na własne oczy Twoją kolekcję, Panie, i widziałam ich wypieki na twarzy, gdy patrzyli na skórę mego ojca. Słyszałam, jak chwalili Cię za rozmach i odwagę.
Te dłonie, które teraz nie dość starannie wypchano trawą, kiedyś dotykały mnie, brały mnie na ręce; policzek dziś wysuszony i zapadnięty, muskał moją twarz. To ciało kochało i było kochane … Ten ludzki szczątek podpisany imieniem i nazwiskiem mego ojca był kiedyś żywym człowiekiem”.

Każdej części ciała należy się pamięć. Każdemu ludzkiemu ciału – przetrwanie”.


Zobacz też:
"Prawiek i inne czasy" - Olga Tokarczuk

Refleksja ...

Ozdobiłam twarz koronką z łez utkaną
Przedeptałam wszystkie ścieżki jeszcze raz

Zatraciłam się z zapachu wspomnień
Posłuchałam recytacji żab
Z biciem serca przyspieszonym
Przywołałam klimat dawnych lat

Ozdobiłam twarz koronką z łez utkaną
Zapaliłam świeczkę bliskim jeszcze raz
 

28 kwietnia 2020. Wybrałam się na cmentarz. Dawno nie byłam, ze względu na epidemię koronawirusa i wprowadzone restrykcje. W Święta Wielkanocne cmentarz był całkowicie zamknięty. Ale dzisiaj przypada kolejna rocznica Urodzin mojego męża. 
Przy okazji, jak to zwykle bywa kiedy jestem na cmentarzu, urządziłam sobie spacer, z aparatem w ręku oczywiście. Przybyło dużo nowych grobów. Zmarło wiele znanych mi osób. Nie byłam na ich pogrzebie, bo obowiązują restrykcje. Udział w pogrzebie może mieć tylko pięć osób. Jakież to okrucieństwo dla rodziny i bliskich. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...